Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Oficynę kamienicy przy Kolegialnej 8 Krzysztof Rządkowski kupił w styczniu. To niewielki budynek w podwórku okazałego gmachu, w którym przed wojną działał Hotel Polski.

– Sam hotel powstał w 1857 r., a oficyna podobno jest jeszcze starsza – opowiada „Wyborczej” nowy właściciel. – I to właśnie ona początkowo pełniła funkcję zajazdu. Potem goście przenieśli się do budynku przy ulicy, a w oficynie były już prawdopodobnie zwykłe mieszkania.

Rządkowski właśnie zaczął remont – wszystko odbywa się pod okiem biura konserwatora zabytków. Chce wynajmować lokale, plan jest taki, by na parterze były biura, na piętrze – mieszkania.

Ale zanim prace na dobre się zaczęły, budynek już sprawił niespodziankę. – Martwił mnie stan schodów wewnątrz, kilka stopni było spróchniałych, nie chciałem, by ekipie remontowej stała się krzywda – relacjonuje pan Krzysztof. – Postanowiłem więc te stopnie wymienić. Zszedłem do piwnicy – jest tam dostęp do schodów od ich „lewej” strony. Uniosłem głowę. I zobaczyłem dziwną belkę.

Deska nie służyła niczemu. Niczego nie podtrzymywała, niczego nie zasłaniała. Po prostu była. Właściciel uznał, że się jej pozbędzie. Pociągnął... i okazało się, że między deską a ścianą jest coś metalowego.

– Początkowo myślałem, że to jakieś mocowania, kliny. Szybko jednak zorientowałem się, że to broń. Rewolwer, który ktoś ukrył pod tymi schodami lata temu – mówi Rządkowski.

Jak wyglądał rewolwer, jak będzie wyglądać oficyna kamienicy po remoncie - oglądajcie

Rewolwer był niewielki, zardzewiały, z drewnianą rękojeścią, która natychmiast po wydobyciu rozpadła się na dwie części.

Kto go tam schował? Dlaczego?

– Nie mam pojęcia. Być może wiąże się z tym jakaś międzywojenna historia – zastanawia się nasz rozmówca.

Przekazał rewolwer policji, ale wcześniej zrobił sobie zdjęcie na pamiątkę. Potem poszperał w internecie. Okazało się, że ta broń to prawdopodobnie produkt belgijski, bardzo popularny w XIX i pierwszej połowie XX wieku, wzorowany na angielskim rewolwerze Webley Mk II, zwanym także – zarówno w Wielkiej Brytanii, jak i w krajach, gdzie go podrabiano – Bulldog. Była to broń tania, o stosunkowo niewielkiej sile rażenia, więc używali jej np. rowerzyści, by nastraszyć goniące ich psy. Rewolwer nazywano także „targowym” albo „jarmarcznym”, bo chłopi brali go ze sobą w drodze na targowiska. Pomagał bronić się przed złodziejaszkami.

Ciekawostka: rewolwerem Webley Mk II posługiwał się sam Sherlock Holmes. Używali go policjanci w wielu krajach.

– Raczej nie dowiemy się, jak trafił pod schody przy Kolegialnej 8 – wzdycha Grzegorz Gołębiewski, płocki historyk. – Można jedynie przypuszczać, że była to czyjaś osobista broń, legalna albo nielegalna. I że ktoś w obawie – może przed Niemcami – zbudował na nią taką skrytkę.

Gołębiewski dodaje, że w okresie międzywojennym bardzo dużo osób miało broń, a zezwoleniami zbytnio się nie przejmowano. Właśnie skończyła się I wojna światowa, rewolwery nie były więc dla ludzi niczym niezwykłym. Bronią dość chętnie posługiwały się także bojówki PPS w okresie rewolucji roku 1905. Być może bulldog spod schodów to pamiątka po jakimś bojówkarzu.

Przypomnijmy, że w 2011 r., w czasie remontu kamienicy przy Tumskiej 13 (tej, w której działa dziś sklep Tiger), pod posadzką znaleziono garnek pełen właśnie niewielkich belgijskich rewolwerów w dość opłakanym stanie. Kto wie, być może te dwa znaleziska są ze sobą powiązane? W każdym razie pochodzenia broni z Tumskiej także nie udało się określić.

Co będzie z bulldogiem z Kolegialnej?

– Rewolwer zbada biegły – zapowiada Krzysztof Piasek, rzecznik płockiej policji. – Jeśli okaże się, że to faktycznie broń i że nie stanowi żadnego zagrożenia, prawdopodobnie trafi do muzeum.

– Marzy mi się, by był wyeksponowany w Muzeum Mazowieckim, które przecież niedługo ma otworzyć swoje nowe skrzydło, po sąsiedzku, przy Kolegialnej 6 – zdradza pan Krzysztof. – Rewolwer nie wywędrowałby zbyt daleko.

I jeszcze kilka słów o samej nieruchomości przy Kolegialnej 8 – wszystko wskazuje na to, że w okresie międzywojennym był to w Płocku niezwykle popularny adres. We frontowej kamienicy działał hotel, na dole była restauracja. A w trzech oficynach na podwórku były – uwaga – drukarnia, sklep, fryzjer, zakład ślusarski, księgarnia, biuro kancelaryjne, siedziba towarzystw – wioślarskiego i technicznego, redakcja „Dziennika Płockiego”, skład farb i owocarnia.

Broń ukrył właściciel drukarni? Czy klientka owocarni? Dziś możemy tylko... strzelać.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.