Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Tak mówi 32-letni napastnik Mateusz Piątkowski. Wisła pozyskała go w przerwie zimowej. Do Płocka przyjechał sam. Ma rodzeństwo: dwóch braci i siostrę. Ale tylko młodszy brat Tomasz gra w piłkę – w trzecioligowej Bielawiance Bielawa.

W niedzielę o godz. 15.30 podopieczni trenera Marcina Kaczmarka rozpoczną rundę rewanżową w ekstraklasie. Na własnym stadionie podejmą Śląsk Wrocław. Z Mateuszem Piątkowskim w składzie?

– Ostatnie słowo co do wyjściowego składu zawsze należy do trenera; ja przygotowuję się tak, jakbym miał w tym meczu zagrać – odpowiada napastnik. Przypomnijmy, że latem 2015 roku przeniósł się do Apoelu Nikozja z Jagiellonii Białystok, gdzie był jednym z wyróżniających się piłkarzy.

W drużynie mistrza Cypru zamiast piłkarsko odżyć przeżył koszmar, który zakończył się na początku stycznia tego roku wraz z podpisaniem umowy z Wisłą.

Mateusz PiątkowskiMateusz Piątkowski Michał Łada/Wisła Płock

– Bardzo chciałem spróbować nowych wyzwań, wyjazd zagraniczny siedział w głębi mnie od dawna – tłumaczy decyzję o przenosinach na Cypr. – Apoel jako mistrz walczył o Ligę Mistrzów, dawał szerokie perspektywy. I to chyba dobrze o mnie świadczy, że zdecydowałem się na taki klub. Dziś zrobiłbym tak samo.

Jednocześnie zaznacza: – Myślę, że nie jest to etap, na którym chciałbym wylać to, co przeżyłem na Cyprze. Być może nadejdzie taki moment, że będę chciał o tym coś więcej opowiedzieć. Teraz odciąłem się od tego grubą kreską. Koncentruję się na nowych wyzwaniach. I grze w nowym klubie – Wiśle Płock. Cieszę się, że mogę trenować, normalnie przygotowywać się do rundy rewanżowej. Czuję, że jestem ważnym ogniwem tej drużyny, to dla mnie ważne.

W jakiej formie jest Mateusz Piątkowski?

– Nie ukrywam, że czuję się coraz lepiej. Choć forma jest jeszcze niewiadomą, będziemy mogli ją ocenić po pierwszych seriach spotkań. Czuję się dobrze, chociażby z tego względu, że w ostatnim sparingu strzeliłem nawet bramkę. Jest to optymistyczny prognostyk. Szybko też przebiegła aklimatyzacja. Z niektórymi zawodnikami – Damianem Piotrowskim, Emilem Drozdowiczem czy Mateuszem Kryczką – miałem już okazję grać. Dużo chłopaków znam też z boiska, kiedy graliśmy przeciwko sobie. Cała drużyna przyjęła mnie bardzo pozytywnie. Mam nadzieję, że dobrą postawą odwdzięczę się im za to.

Zimowe okienko transferowe jest otwarte do końca lutego. Ale jak na razie Mateusz Piątkowski jest jedynym piłkarzem, który został pozyskany przez klub z Płocka. Z występów w Jagiellonii Białystok dał się poznać jako piłkarz bramkostrzelny. Nic też dziwnego, że w płockim klubie liczą na jego wysoką dyspozycję strzelecką. Że zbawi atak Wisły. – Absolutnie zdaję sobie sprawę, jak duże oczekiwania są wobec mnie. Ale ja lubię takie sytuacje – uważa Piątkowski. – Mam nadzieję, że sprostam tym oczekiwaniom. A tym samym pomogę zespołowi w utrzymaniu się w ekstraklasie. Jest to realny cel do osiągnięcia. Co prawda w tabeli jest duży ścisk, wiele się jeszcze może wydarzyć. Ale mamy dobry zespół, musimy to tylko potwierdzić na boisku. Pierwsza ósemka jest w naszym zasięgu.

W niedzielę płoccy piłkarze wznowią ligowe zmagania meczem u siebie ze Śląskiem Wrocław.

– Głód piłki jest duży, towarzyszy mu mała adrenalina. Są emocje związane z pierwszym meczem. Nigdy nie robiłem wielkich deklaracji. Bardziej od tego wolę koncentrować się na tym, co lubię, i najbardziej mi wychodzi. Czyli grze w piłkę i strzelaniu goli.

Wisła Płock przystępuje do rundy rewanżowej z 11. miejsca (24 punkty). Śląsk Wrocław jest szczebel niżej, traci do nafciarzy dwa „oczka”.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.