Mimo że termometry pokazywały minus 13 stopni, to ok. godz. 11 w piątek przy katedrze zaczęły się gromadzić tłumy płocczan. Ale nawet znajomi z trudem się rozpoznawali, bo tym razem dosłownie wszyscy mieli ciepłe czapki i starannie wokół szyi okręcone grube szaliki. Szybko na czapach wielu osób pojawiły się także korony.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Korony, orszakowe naklejki i śpiewniki z kolędami rozdawali wszystkim gównie harcerze. Ludzie chętnie brali te gadżety, choć tematem rozmów była głównie pogoda. - Co tam mróz, zima jest przecież - mówili niektórzy. - Ale świeci słońce i nie wieje, to najważniejsze.

Płocki Orszak Trzech Króli 2017 na trzech filmach - obejrzyjcie

Ogólnie atmosfera była miła i przyjazna. - Zakładajcie korony, dziś wszyscy jesteśmy królami! - niosły się zachęty prowadzących uroczystości. Jej początek zapowiedziały katedralne dzwony, których głos niósł się swobodnie w czystym, zimnym powietrzu.

Najpierw przy kurii odegrana została scenka stworzenia świata, przygotowana przez uczniów Szkoły Podstawowej nr 17. W roli Adama i Ewy wystąpili Barbara i Leszek Brzeski. Od razu uspokajamy - nie byli w "rajskich" strojach, ale w śnieżnobiałych szatach, narzuconych na ciepłą odzież. Potem, już na trasie przemarszu orszaku, "pierwszym ludziom" towarzyszył biskup Piotr Libera; Ewa niosła w dłoniach duże, kuszące czerwone jabłko.

W Józefa. Maryję i Dzieciątko wcieliła się płocka rodzina: Małgorzata i Paweł Raczyńscy oraz ich syn Karol.

Druga scenka została zaprezentowana przed odwachem. Gwar i tumult niósł się stamtąd na sąsiednie ulice - bo grupa teatralna z Płockiego Ośrodka Kultury i Sztuki odegrała scenki z targu.

Tymczasem sporo ludzi czekało na początek orszaku już na Kościuszki. Dwaj jeźdźcy z gwiazdą i ich konie budziły powszechne zainteresowanie. Na koniach jechali też trzej królowie, w cywilu to proboszcz parafii św. Benedykta na Radziwiu ks. Krzysztof Jaroszewski oraz przedsiębiorca z Gąbina Andrzej Żabka. Oczywiście nie zabrakło i czarnoskórego władcy, którego oblicze różniło się od zaczerwienionych od mrozu twarzy kolegów królów. To Jerzy Obrębski, szef płockiego regionu NSZZ "Solidarność", uczernił sobie twarz, by odegrać dążącego do miejsca narodzenia Jezusa władcę.

Królowie z wysokości końskich grzbietów łaskawie i radośnie pozdrawiali tłum, który łapał za komórki i aparaty fotograficzne, by robić im zdjęcia. - Tak naprawdę to kiedyś jechali na słoniach, na wielbłądach... opowiadała mama zachwyconemu malcowi. Przy pomniku Broniewskiego znów był przystanek - tutaj uczniowie Zespołu Centrum Edukacji "spotkali się" z Herodem.

Na placu Obrońców Warszawy część osób opuściła orszak i przytupując dla rozgrzewki, ruszyła na przystanki autobusowe czy do zaparkowanych w pobliżu aut. Ale dołączyli nowi, tyle że tempo przemarszu wyraźnie zaczęło wzrastać. Wiadomo, im szybciej się szło, tym było cieplej. U zbiegu Kolegialnej i Gradowskiego był ostatni przystanek - tu na scenie pastuszkowie "dowiedzieli się" o narodzeniu Pańskim. Scenkę tę odegrali alumni Wyższego Seminarium Duchownego.

I znów coraz szybszy marsz w kierunku kościoła św. Józefa na Cholerce. Z platformy jadącej z tyłu pochodu dochodziły melodie kolęd, ale w pewnym momencie muzyka umilkła i prowadzący zachęcił do śpiewania bez akompaniamentu, "żeby było słychać, czy rzeczywiście śpiewamy". Podawane mocnym głosem słowa znanych kolęd owszem, uruchomiły wiele gardeł, ale głosy nie były zbyt silne, trudno było nabierać w płuca tak mroźne powietrze. Jednak i bez śpiewników uczestnicy orszaku nucili całkiem udanie lubiane piosenki kolędowe. O tym, że śpiew podjęło sporo osób, najlepiej świadczyły "dymki" unoszące się z ust.

Na Norbertańskiej ten zimowy pochód nieoczekiwanie zyskał "autentyczną" dekorację. - O, jak w Jerozolimie - zwrócił ktoś uwagę na - kiczowate skądinąd - sztuczne palmy przy jednym z solariów. W końcu orszak dotarł do kościoła, gdzie miała odbyć się msza św. Wiele osób skierowało się do wnętrza świątyni, większość jednak ruszyła z powrotem z domów. - Jest ładnie, słonecznie, ale jednak za zimno... - zacierał ręce jeden z księży.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem
    Tak naprawdę to kiedyś jechali na słoniach, na wielbłądach... opowiadała mama zachwyconemu malcowi. - tak naprawdę to nigdy ich nie było. Ludzie wierzą w prawdziwość tego wszystkiego, co wydaje się być przedmiotem ich silnej wiary.
    już oceniałe(a)ś
    0
    0
    Artykuł prześmiewczy na grzeczność.Intencje niedobre. Z uwagi na Bazę Gazety , teraz rozpatrywaną, to faryzejstwo zamierzone. Słowo Ks. Rojewskiego, w sytuacji blokady witryny, czytanie bez opłaty..............nie wykorzystane.... Bóg osądzi wszystko...
    już oceniałe(a)ś
    0
    0
    Co robiły tam flagi solidarności?
    już oceniałe(a)ś
    0
    0
    Adam nie ma odpowiedniego stroju.
    już oceniałe(a)ś
    0
    0