Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Tym samym rozpoczną rundę rewanżową fazy grupowej Ligi Mistrzów. Po pierwszej serii siedmiu spotkań nafciarze mają na koncie pięć punktów, z czego trzy wywalczone z gigantami europejskiej piłki ręcznej: węgierskim Veszprem (28:28) i niemieckim THW Kiel (24:22). Kolejne dwa punkty dopisali sobie po zwycięstwie z mistrzami Szwajcarii, którzy jak dotąd przegrali wszystkie spotkania.

- "Kadeci" u siebie są groźni. Mecze z Bjerringbro czy Flensburgiem przegrali nieznacznie. Jeśli zagramy z nimi tak dobrze, jak w Płocku, to o wynik jestem spokojny - uważa Mateusz Piechowski. Ku przestrodze przypomina ostatni mecz ligowy nafciarzy z MMTS-em Kwidzyn, w którym do wyłonienia zwycięzcy potrzebne były dogrywka i karne. - A przecież prowadziliśmy już pięcioma bramkami. I wydawało się, że spokojnie dowieziemy zwycięstwo do końca, bez strat siłowych - komentuje kołowy Orlen Wisły. - Chłopaki być może zbyt szybko uwierzyli, że ten mecz jest wygrany i myśleli już o meczu w Schaffhausen? To była dla nas nauka, że trzeba być skoncentrowanym i walczyć do samego końca, bez względu na to, jaką różnicą bramek się prowadzi. Z drugiej strony, dostarczyliśmy kibicom wielu emocji. Sprawiliśmy, że byli świadkami historycznego momentu. Taki mecz był nam potrzebny, musimy się uczyć na błędach. Dlatego w Szwajcarii musimy grać na pełnej koncentracji.

21-letni kołowy Orlen Wisły nie jedzie na mecz do Szwajcarii. Przypomnijmy, że dopiero co wrócił do grania po siedmiomiesięcznej przerwie spowodowanej kontuzją kolana. - To był dla mnie trudny okres w życiu, ale zawsze mogłem liczyć na wsparcie najbliższych mi osób - opowiada Mateusz Piechowski. - Trudne były początki ćwiczeń, a nawet najmniejszy progres, to już było coś. Moja radość była jeszcze większa, gdy zacząłem biegać, ćwiczyć na siłowni. Stoczyłem trudną walkę o powrót na boisko. Ale wróciłem mocniejszy, silniejszy.

Kilka dni temu zagrał 30 minut w meczu z Chrobrym Głogów, rzucił dwie bramki, bardzo dobrze zagrał w obronie, miał kilka bloków. - Dostałem od trenera sporo minut w tym spotkaniu. I myślę, że wykorzystałem swoją szansę - zaznacza Mateusz Piechowski. - Mecz Ligi Mistrzów rządzi się jednak swoimi prawami, rywale są dużo mocniejsi i silniejsi, dlatego trener postawił na pewniaków. A ja? Czekam na kolejne minuty w pojedynkach Superligi. Póki co, będę trzymał kciuki za chłopaków i ich zwycięstwo w Szwajcarii.

W Schaffhausen z trybun hali BBC Arena, która może pomieścić 3,5 tys. widzów, piłkarzy ręcznych Orlen Wisły w meczu z Kadetten wspierać będzie ok. 150-osobowa grupa kibiców z Płocka.

Nafciarze w czwartek po południu mieli trening w SP 16, tuż po nim udali się do Warszawy, skąd w piątek rano samolotem lecą do Zurychu. A stamtąd autokarem pojadą do oddalonego o 60 km Schaffhausen. Transmisja meczu na żywo w Canal+ Sport od godz. 19.55.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.