Miał zadatki na świetnego kolarza, potem - piłkarza. Nie znosił sędziów, w końcu zdecydował się, że... będzie jednym z nich. - Dokonałem dobrego wyboru. Teraz wiem, że nigdy bym nie osiągnął takiego sukcesu jako piłkarz - mówi Szymon Marciniak. Latem jako jedyny Polak będzie sędziował mecze na Euro we Francji.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Siłownia, boisko... Jak Szymon Marciniak przygotowuje się do Euro [FOTO]

Ma 34 lata. Urodził się i wychowywał w Płocku. Od pięciu lat mieszka w podpłockim Słupnie razem z żoną Magdaleną i dwójką dzieci: Bartoszem (13 lat) i Natalią (4 lata). Na co dzień jest człowiekiem sympatycznym, spokojnym i przyjaznym. W pracy stanowczy. To typ lidera, który bardzo dużo wymaga od siebie, ale też od innych. Rozpoczynał karierę sędziego piłkarskiego od najniższych szczebli polskich rozgrywek. W 2009 r. zadebiutował na boiskach ekstraklasy. Obecnie jest najbardziej cenionym polskim arbitrem piłkarskim. Poprowadzi - jako sędzia główny - mecze podczas tegorocznych mistrzostw Europy we Francji. Jest pierwszym Polakiem od 1998 r., który będzie sędziował spotkanie na wielkiej piłkarskiej imprezie. W 1998 r. jeden mecz mundialu we Francji prowadził Ryszard Wójcik.

Pierwsze było kolarstwo

- Od najmłodszych lat kochałem piłkę nożną. Jako uczeń Szkoły Podstawowej nr 12 kopałem na boiskach szkolnych. Ale pierwsze profesjonalne treningi miałem z kolarstwa. Któregoś dnia tata, Krzysztof, zaprowadził mnie na wyścigi rowerowe. Miałem wtedy białego ruskiego składaka, który wzbudzał uśmiech na twarzach moich rówieśników. Mimo nie najlepszego sprzętu - wygrałem. Zawody miały być wówczas zachętą do uprawiania tej dyscypliny sportu. A mnie się to spodobało, szczególnie wygrywanie wyścigów. Szybko potem ruskiego składaka zamieniłem na rower kolarski z prawdziwego zdarzenia. Na kolejnych imprezach z podium nie schodziłem - opowiada Marciniak. - Dzięki kolarstwu wzmocniłem charakter. Do 12. roku życia trenowałem półzawodowo. Dzień w dzień trzeba było pokonywać 100 km raz w słońcu, raz w deszczu, a innym razem przy silnym wietrze. Po takiej zaprawie ledwo mogłem wyjąć nogi z butów. Byłem uparty, nie bałem się ciężkiej pracy w dążeniu do celu. I to mi pomogło w późniejszej karierze sędziego.

W latach 90. w świecie kolarskim zaczęło się głośno mówić o tym, że zawodnicy się wspomagają. Szymon Marciniak nie chciał mieć z tym nic wspólnego. To był dobry moment, by się wycofać.

Postanowił spróbować sił w piłce nożnej

Miał 15 lat. Poszedł do jednej z grup młodzieżowych Wisły Płock, którą trenował Tadeusz Prosowski. - Nie przyjął mnie, bo już miał bardzo silną grupę - przyznaje Marciniak. Tworzyli ją wtedy m.in. Bartłomiej Grzelak, Wahan Geworgian czy - do dziś serdeczny przyjaciel Szymona - Łukasz Pachelski.

- Intensywnie starałem się przekonać trenera Prosowskiego, by wziął mnie pod swoje skrzydła. W końcu dał mi szansę - Marciniak do dziś wspomina debiut w meczu z Błękitnymi Gąbin, w którym wystąpił na prawej obronie. - Trener był dla nas jak drugi ojciec, wielki autorytet - chwali nasz rozmówca. - Potrafił wydobyć z człowieka to, co każdy miał w sobie najlepsze. Prawdziwy nauczyciel. A miał co robić, bo ja byłem typem niepokornym, chodziłem własnymi ścieżkami. On umiał jednak nad tym zapanować, pomógł mi ukształtować charakter. Nadal jednak przejawiałem cechy lidera, lubiłem przewodzić i dowodzić.

Potem przyszły mistrzostwa Polski juniorów starszych. Młodzi "Wiślacy" pod egidą Tadeusza Prosowskiego zaliczyli świetny występ, zajęli czwarte miejsce. Był to też bardzo udany turniej dla młodego Marciniaka, wyróżniał się w płockim zespole. Został zauważony przez skautów z Niemiec, dostał ofertę pracy w amatorskim zespole VfB Annaberg. - Ówczesny drugi trener Wisły Płock Janusz Kubot namawiał mnie, żebym został w kraju. Ale miałem dylemat - opowiada Marciniak. - Bo wtedy w Wiśle nie działo się zbyt dobrze, klub przeprowadzał duży nabór piłkarzy z zewnątrz. Zdawałem sobie sprawę, że jako wychowanek nie dostanę szansy na grę. Z kolei wyjazd do Niemiec dawał gwarancję większych zarobków. Grałem w jednej drużynie z drugim Polakiem w klubie, Marcinem Grabowskim. Walczyliśmy o awans o klasę wyżej, postrzelałem kilka bramek, bo występowałem jako napastnik. Ostatecznie nie udało nam się osiągnąć celu.

Po roku gry w Niemczech Szymon wrócił do kraju, do Wisły Płock. Stąd ówczesny dyrektor sportowy klubu Andrzej Strejlau wypożyczył go do Zdroju Ciechocinek, po roku - do Kujawiaka Włocławek. Ten okres w karierze Marciniaka był nieudany. Nie chce o tym mówić poza tym, że działacze włocławskiego klubu potraktowali go ohydnie.

Ważne, że to właśnie tam

narodziła się myśl, że zostanie sędzią.

Podczas jednego ze spotkań ligowych Kujawiaka arbiter Adam Lyczmański wyrzucił Marciniaka z boiska. Niepokorny płocczanin dosadnie i w mocnych słowach powiedział sędziemu, że jest on słaby. - Lyczmański odparł, że skoro jestem taki kozak, to mogę sam wziąć gwizdek i posędziować - śmieje się Szymon. - Dziś obaj wspominamy tę historię i teraz ona nas bawi.

Do zmiany zawodu Marciniaka przekonał ówczesny prezes Okręgowego Związku Piłki Nożnej Zbigniew Kowalski. - To on jest ojcem mojego sędziowania - przyznaje Szymon Marciniak. - Nauczył mnie tej trudnej pracy. Wierzył we mnie. Kiedy prowadziłem mecze w lidze okręgowej, sam też mówiłem z wiarą kolegom, że kiedyś będę sędziował w Lidze Mistrzów. I że na pewno pojadę na mistrzostwa świata czy Europy. Większość przyjmowała to wtedy jak marzenia, które nigdy się nie spełnią. Pukali się w czoło, że niby bujam w obłokach. A ja? Ciężko pracowałem i wierzyłem w siebie. No i udowodniłem, że w ten sposób można wiele osiągnąć. Miałem też to szczęście, że na swojej drodze spotkałem ludzi, którzy mną pokierowali, doradzili. Umiałem ich słuchać i proszę, wyszło mi to na dobre.

W 2002 roku poszedł na kurs sędziego, który ukończył razem z bratem Tomaszem, który też jest arbitrem piłkarskim grupy TOP Amator, prowadzi mecze pierwszej i drugiej ligi. Jeździ też z zespołem Szymona na mecze ekstraklasy jako sędzia techniczny.

W drodze na szczyt Marciniak najprawdopodobniej pobił rekord awansów w drodze od klasy okręgowej do ekstraklasy. Ten ostatni etap osiągnął w 2009 roku, zaliczając debiut w meczu GKS Bełchatów - Odra Wodzisław. A zaraz potem postawił sobie kolejny cel - postanowił zostać sędzią międzynarodowym.

- Wiele razy słyszałem, że mam jeszcze czas, że jestem młody. A ja odbierałem to w ten sposób: nikt mnie nie docenia, bo jestem z małego miasta. I w duchu odpowiadałem na to: Ja wam jeszcze wszystkim pokażę! - wspomina sędzia z Płocka.

Jego karierę cały czas bardzo mocno wspierał, wręcz angażował się w jej rozwój Zbigniew Kowalski. To świetnie komponowało się z wielką ambicją płocczanina. I tak po niespełna półtora roku, Marciniak otrzymał nominację na sędziego z programu CORE dla młodych talentów UEFA! Był rok 2010, to także wtedy David Elleray, ekspert UEFA ds. sędziów, który o tej profesji wie wszystko, zaprosił młodych arbitrów z ośmiu krajów. Oprócz płocczanina byli też ludzie z Anglii, Ukrainy, Belgii, Litwy, Malty, Węgier oraz Bośni i Hercegowiny. Razem wyjechali na dwutygodniowy kurs wprowadzający w Szwajcarii, trenowali w ośrodku UEFA w Nyon. Tam sędziowali mecze trzeciej i czwartej ligi, a ich pracę śledzili obserwatorzy. Jako mentorzy udzielali cennych rad, wskazywali, co każdy z kursantów musi poprawić. W styczniu 2011 roku Szymon Marciniak dostał plakietkę sędziego międzynarodowego. - UEFA wyróżniła mnie jako jedynego z kursu i wyznaczyła do poprowadzenia meczu ligi szwajcarskiej Servette Geneva - FC Schaffhausen - opowiada Szymon o swojej karierze. Zaliczył świetny występ, a potem to już poszło z górki. W półtora roku - awans z trzeciej do pierwszej kategorii sędziowskiej. W czerwcu 2015 roku - nominacja do sędziowania trzech meczów mistrzostw Europy do lat 21 w Czechach, w tym meczu otwarcia i finałowego. Po finale wszedł do sędziowskiej elity, UEFA Elite.

- Mecz otwarcia na takich imprezach zawsze wyznacza trend. Gospodarze - Czesi - grali z Duńczykami. Podjąłem w tym spotkaniu dwie bardzo trudne, ale dobre decyzje o nieprzyznaniu rzutów karnych dla gospodarzy. Ja i mój zespół sędziowski nie ugięliśmy się pod presją. Potem wystąpiliśmy w meczu Portugalia - Włochy, za oba te mecze dostaliśmy wysokie noty od obserwatorów. W efekcie przyszła nominacja do poprowadzenia spotkania finałowego Młodzieżowych Mistrzostw Europy w 2015 roku - przyznaje Marciniak.

Nasz arbiter zaznacza, że podczas turnieju MME nie tylko sędziowanie jest brane pod uwagę. Ocenie podlega także to, czy i jak sędzia potrafi żyć w grupie. Trzeba było umieć się pokazać, wywrzeć wrażenie w dość wymagającym otoczeniu. - Z każdym meczem na mistrzostwach nabieraliśmy chęci na finał. Ale przed ogłoszeniem decyzji powiedziałem chłopakom, że bez względu na to, jaka ona będzie, to decyzję przyjmujemy na chłodno. No i kiedy ten finał dostaliśmy, zachowaliśmy się spokojnie, bardzo elegancko. Ale w środku aż gotowaliśmy się ze szczęścia. Ale na zewnątrz - nic, powaga. Aż wywołało to pewną konsternację innych uczestników uroczystości. Pytali: Dlaczego wy się nie cieszycie? A my na to: Bo byliśmy na to przygotowani.

Na boisko wyszedł... w piżamie?

Szymon Marciniak pod względem motoryki jest jednym z najlepszych sędziów piłkarskich w Europie. Starannie dba o formę, ciężko trenuje. - Muszę dbać o kondycję, bo nie mam takiego luksusu jak piłkarze, którzy już po 65. minutach gry, gdy tylko poczują zmęczenie, mogą zejść z boiska - tłumaczy. - Praca na siłowni, crossfit są bardzo fajne. Ja się już do tego przyzwyczaiłem. Jesteśmy z moim zespołem doceniani przez UEFA i FIFA, choć czasem nas pytają, czy nie pracujemy zbyt ciężko. Ale dla mnie to najlepszy wypoczynek. A najważniejsze, że to, co robimy, podoba się i procentuje. Czuję się liderem. Mam świadomość, że to co robię jest trampoliną dla innych marzących o karierze sędziowskiej. Ale czuję też oddech konkurencji na plecach, dlatego nie mogę spoczywać na laurach.

Nad prawidłowym przygotowaniem sędziego Marciniaka do sezonu w Płocku czuwają Łukasz Pachelski i Anna Brzezińska z Płockiej Akademii Ruchu. Szymon dostaje też wskazówki od Grzegorza Krzoska, byłego lekkoatlety, który dziś współpracuje z UEFA i przygotowuje pod względem motoryki najlepszych sędziów piłkarskich na Starym Kontynencie. Nad odpowiednią formą Szymona czuwa i Werner Helsen z ramienia UEFA.

Szymon Marciniak do zdrowia przykłada największą wagę. - Bo to chyba jedyna rzecz, na którą nie ma się wpływu - tłumaczy. - Liczę, że jako jeden z pewniaków pojadę na mistrzostwa świata w Rosji i na kolejne wielkie imprezy piłkarskie. Mam odpowiedni wiek, jestem w doskonałej formie, więc optymizmu mi nie brakuje. Byle tylko było zdrowie, to podstawa. A ja chcę odcisnąć pieczątkę po sobie, żeby kiedyś ktoś powiedział o mnie: "ten arbiter fajnie sędziował". Wtedy to da mi poczucie, że zrobiłem naprawdę dużo.

Jakim sędzią na boisku jest Szymon Marciniak? - Nie jestem sędzią policjantem - odpowiada. Na dowód przytacza anegdotę. Podczas debiutanckiego meczu w Lidze Mistrzów, w którym Juventus Turyn grał z Malmoe, jako sędzia miał strój w kolorze szaro-białym. Zanim obie jedenastki wyszły na murawę, stojący w tunelu Giorgio Chiellini, środkowy obrońca Juventusu, żartobliwie skomentował: "panie sędzio, widzę, że jest stresik przed debiutem, bo nie zdjął pan jeszcze piżamy".

- Obaj się z tego uśmialiśmy - Marciniak jeszcze teraz wybucha śmiechem przy tym wspomnieniu. - Zawodnicy doceniają sędziów, którzy mają do siebie dystans i dają dużą swobodę na boisku, ale oczywiście we wszystkim musi być umiar. W tym roku sędziowałem mecz Belgia - Włochy, Chiellini też w nim grał. Ucieszył się na mój widok. Stwierdził, że śledził moje spotkania i wie, że pozwalam na walkę.

Na kim wzorował się płocki arbiter? Na początku kariery jego idolem był Szwed Anders Frisk. Ale z czasem to się zmieniło. W końcu naszego Szymona wszyscy zaczęli porównywać do Brytyjczyka Howarda Webba, bo obaj są... łysi. - Komentatorzy telewizyjni nazwali mnie Polish Howard Webb - zdradza Marciniak. - Wiem, że w naszym kraju ten arbiter nie ma zbyt dobrej opinii, wszystko przez jedną, feralną decyzję w meczu Polska - Austria na mistrzostwach Europy w Austrii i Szwajcarii w 2008 roku [w 93. minucie meczu podyktował rzut karny dla Austriaków przez niektórych uznany za kontrowersyjny - red.]. W Europie do Howarda też przylgnęła łatka, że to kawał drania i skurczybyka, który nie da sobie w kaszę dmuchać. A mnie jest miło, że jestem do niego porównywany. Fajnie jest znać takich "trudnych" sędziów i czerpać od nich wiedzę. Prywatnie jest bardzo sympatycznym człowiekiem. I moim dobrym kolegą.

Bez wsparcia rodziny ani rusz

W pokoju młodego Szymona Marciniaka nie było plakatów piłkarzy. Nie zbierał też autografów od idoli. - Ceniłem piłkarzy za ich styl gry, ale skupiałem się na tym, by robić swoje - wyjaśnia. - Ale to też efekt pewnej niezbyt miłej sytuacji. Kiedyś po przegranym meczu Wisły chciałem o coś zapytać schodzącego do szatni Dariusza Podolskiego. Tylko mi coś odburknął. Było mi przykro, to zdarzenie na długo zapadło mi w pamięć. Wiedziałem, że nie chcę taki być. Dlatego staram się korzystać z zaproszeń na turnieje, gdzie grają właśnie dzieciaki. Dla nich to bardzo ważne! A dla mnie wielka frajda i przyjemność, że mogę sędziować mecze, w których nie ma złośliwości, oszukiwania czy kalkulowania. To sport w najczystszym wydaniu.

A co na to wszystko rodzina? Choć Szymon spędza poza domem ponad 130 dni w roku, to rodzina Marciniaków jest bardzo zgrana. - Wsparcie najbliższych czuję na każdym kroku. Przecież dzięki temu, że żona zajmuje się domem, dziećmi, ja mogę skupić się na tym, by odpowiednio się przygotować do swojej pracy. Bez tego nie udałoby mi nic osiągnąć - podkreśla Szymon Marciniak. Dla swojej czteroletniej Natalii jest największym idolem. - Jak tylko zobaczy mnie w telewizji, podbiega do telewizora i całuje ekran. Zawsze razem spędzamy czas wolny nawet wtedy, gdy ćwiczę w domu - zapewnia zakochany w córce tata.

Chciałby też chwalić się w świecie Słupnem

W Słupnie Marciniakowie mieszkają od kilku lat. - Jestem dobrym łącznikiem między Płockiem a Słupnem - twierdzi nasz rozmówca. - Utożsamiam się z tymi dwoma miejscami, brakuje tylko ścieżki rowerowej między nimi. O Płocku, o imprezach sportowych, które tu się odbywają, nigdy nie zapominam.

Chciałby też chwalić się w świecie Słupnem. Mówi o tym tak: - Jeżeli gmina ma u siebie sędziego międzynarodowego, to przydałby się też nowy stadion, obiekt będący wizytówką całej gminy. Media teraz bardzo się mną interesują, więc byłoby miło, gdybym mógł zaprosić ogólnopolskie stacje telewizyjne do Słupna, pokazać im ten stadion. Jego wybudowanie to zadanie dla lokalnych władz i najwyższa pora, żeby się za to wzięły, przecież gminę na to stać. Taka inwestycja będzie służyć wielu pokoleniom. Warto, by nasi decydenci odpowiedzieli na pytanie: czy chcemy odciągnąć nasze dzieci od komputerów i zachęcić do uprawiania sportu? Czy może chcemy mieć z nimi problem? W Słupnie działa klub Delta, jest w nim sporo piłkarskich grup młodzieżowych. Gra w nim też mój syn Bartosz. W każdym roczniku ćwiczy ponad 20 dzieci. Podczas meczów są niesamowite emocje, przy linii dzieciakom zawsze statystują rodzice, którzy przeżywają każdą porażkę i wpadają w euforię po zwycięstwach. Do tego Delta ma grupę seniorską. Stadion jest więc naprawdę potrzebny, zresztą wstępne zapewnienia, że zostanie zbudowany, już padły. Liczę, że władza dotrzyma danego słowa.

Kierunek - Francja. Najlepiej z rodziną

Wracamy do Euro. - Oczywiście ucieszyłem się z nominacji na mistrzostwa Europy. W końcu to moja pierwsza w karierze impreza piłkarska tej rangi - mówi Marciniak. - Razem z kolegami najlepiej wiemy, ile pracy włożyliśmy, by to osiągnąć. Ale zawód sędziego uczy pokory - można poprowadzić kilkadziesiąt meczów dobrze, ale jeśli przytrafi się choć jeden błąd, to wszyscy będą go pamiętać i wytykać. Dlatego ta praca jest trudna, odpowiedzialna. Do Francji chcę pojechać jak najlepiej przygotowany, nie zamierzam pełnić tam roli statysty i prowadzić tylko jeden mecz. Chcę odegrać ważną rolę.

Przygotowania do mistrzostw już się rozpoczęły. Po świętach nasz sędzia był na zgrupowaniu w górach, jeszcze w styczniu rozpocznie obóz z polskimi arbitrami w Cetniewie, w lutym pojedzie na Cypr na zgrupowanie sędziów z grupy UEFA Elite. W kwietniu wraz ze swoim zespołem sędziowskim będzie na obozie we Francji, gdzie rozpoczną się ostatnie przygotowania już pod kątem mistrzostw Europy. - Czekają nas tam testy kondycyjne, zajęcia teoretyczne, a także ze znajomości obsługi systemu goal-line - opowiada Szymon Marciniak.

A rodzina? - Mam plan, by zabrać do Francji żonę i dzieciaki. Ale na razie ostateczna decyzja nie zapadła. Wszystko przez sytuację związaną z ubiegłorocznymi zamachami terrorystycznymi. Myślę, że o wyjeździe zdecydujemy bliżej mistrzostw. Chcę mieć pewność, że moja rodzina będzie bezpieczna, dzięki temu będę miał spokojną głowę i będę mógł najlepiej wypełnić swoje obowiązki na boisku - podkreśla Marciniak.

----

Skład zespołu sędziowskiego Szymona Marciniaka:

-- asystent nr 1 Paweł Sokolnicki

-- asystent nr 2 Tomasz Listkiewicz

-- sędzia bramkowy nr 1 Paweł Raczkowski

-- sędzia bramkowy nr 2 Tomasz Musiał

-- asystent rezerwowy Radosław Siejka

icon/Bell Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem
    1. Decyzja Webba była jak najbardziej słuszna a nie FERALNA - zawodnik był faulowany w polu karnym, należy się rzut karny - i koniec; ciekawe, co Polaki by krzyczeli, gdyby to Jacek Bąk był faulowany w polu karnym Austriaków w 93 minucie? 2. Już 2. artykuł o Szymonie w tak krótkim czasie - nie róbcie z niego za dużej gwiazdy i nie wybielajcie go za bardzo. 3. BLUE pozdrawia!
    już oceniałe(a)ś
    3
    8