Najważniejszym dniem w działalności Płockiego Towarzystwa Przyjaciół Teatru od 48 lat jest poniedziałek, kiedy teatry stacjonarne są zamknięte, a telewizja publiczna wystawia mniej lub bardziej spektakularne przedstawienia dla wielomilionowej i wielopokoleniowej widowni Polaków. Pod tym względem nie mamy żadnej konkurencji na świecie, chociaż nie potrafimy w pełnym wymiarze docenić dziedzictwa kulturowego, które pozostawiają nagrania minionych dekad.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

W latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych wolny dla aktorów poniedziałek wykorzystywano do spotykania się z nimi na rodzimej scenie Klubu Międzynarodowej Prasy i Książki. Byli to goście wybitni. Organizatorem poetyckich wieczorów, recitali, biesiad kabaretowych i małych form teatralnych przy placu Narutowicza była niezapomniana Wanda Chrostowska.

Z tamtego czasu pozostało w towarzystwie już tylko wspólne oglądanie premier telewizyjnych, przypominające swoją formułą początki telewizji polskiej, kiedy nieliczni posiadacze odbiorników zapraszali do siebie znajomych i sąsiadów. Spektakle były wówczas grane na żywo, bez rejestracji, co powodowało, że aktorzy w nich występujący nie pamiętają w jakich brali udział sztukach, nigdy ich nie widzieli i nie powtarzali swoich kreacji w innych miejscach, gdyż zespół tworzony był tylko na ten jeden wieczór.

Współczesne telewizyjne teatry poniedziałkowe, ale także wtorkowe, czwartkowe (ongiś synonim Kobry) i niedzielne, prezentujące produkcje swoich anten, różnią się nie tylko odtworzeniem z nagrania i możliwością przypominania ich, ale także sposobem realizacji, która w niektórych wypadkach jest bardziej filmowa niż teatralna. Coraz częściej bywa, że teatr małego ekranu jest instalacją, czy też kolażem wielu sztuk z odnośnikami i zapożyczeniami. Zmienił się również sposób kadrowania, zbliżając odbiorcę do wykonawcy. Nie zawsze, mimo nowoczesnych technik, otrzymujemy dobry efekt, bo nie każdy dramat nadaje się do pokazania w telewizorze. Dlatego teatr telewizji powinien być pod wieloma względami inny niż "bezekranowy" pierwowzór z kurtyną, dzwonkami, przerwą, brawami i ukłonami na zakończenie.

Mijają lata, a towarzyskie spotkania teatralne przed telewizorem są niezmienne. Popijamy herbatę, komentując sceny i kreacje, co czasem irytuje lub rozśmiesza. Nasze oceny są różne. Widać jak indywidualnie odbieramy sztukę i jak pięknie potrafimy to opisywać. Poznajemy nowe twarze i zachwycamy się mistrzami, ale zespół, który za pośrednictwem cyfrowych łącz nas odwiedza, niezmiennie tworzony jest tylko na ten jeden wieczór.

icon/Bell Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem