Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Protest został zorganizowany na dzień przed Dniem Pracownika Socjalnego. Późnym popołudniem na Starym Rynku, mimo deszczowej pogody, zebrało się ponad 100 osób. Całe wydarzenie przebiegało spokojnie. Dla uczestników manifestacji był ustawiony stolik z termosami z gorącą kawą.

- Szanujemy naszego prezydenta i będziemy go szanować. Szanujemy naszą dyrekcję. Ale jesteśmy tutaj, bo walczymy o szacunek dla nas jako pracowników, mieszkańców i podatników - mówiła nam Sobczyńska. Tłumaczyła, że wszyscy, którzy przyszli przed ratusz, chcą godnego traktowania, czyli podniesienia płac.

- Ostatnią podwyżkę dostaliśmy w zeszłym roku i była to pierwsza podwyżka od czterech lat. Gdyby ją podzielić przez te cztery lata, to dałoby to 40 zł brutto na rok! W 2015 już nie dostaliśmy podwyżki i mamy sygnał, że nie dostaniemy też w przyszłym roku. Nie wiem, czy w ogóle będziemy uwzględnieni gdzieś w budżecie - żaliła się nasza rozmówczyni.

Podkreślała, że pracownicy MOPS-u chcą pracować, ale chcą też opłacić rachunki. - Obiecuje się nam ciepłe buty, a dostajemy ciepłe słowo - komentowała. Uzupełniała, że przez cały rok wysyłane były pisma do ratusza, organizowane spotkania z władzami miasta, a nawet ze skarbnikiem. Przyznała, że podczas tych rozmów wyszły na jaw rozbieżności w zarobkach pomiędzy pracownikami innych jednostek budżetowych a urzędem miasta. - Nie wiemy, jakiego rzędu są te rozbieżności. Ale sam skarbnik przyznał, że powinno nam się dać duże podwyżki, żeby jakoś normalizować tę rozbieżność. Oczekujemy podwyżki 300-600 zł brutto. Chcemy, żeby nas traktowano poważnie i doceniano naszą pracę. Powinniśmy dostawać podwyżkę co roku - mówiła Sobczyńska.

Teraz zarobki kształtują się na poziomie ok. 2,3 tys. zł.

Sobczyńska podkreślała, że protest odbywa się po godzinach pracy, by pokazać, że wszystkie osoby chcą pracować.

W pewnym momencie do protestujących wyszedł prezydent Płocka Andrzej Nowakowski. Katarzyna Sobczyńska tłumaczyła, że wzrastają ceny za energię, że niektórzy nie mają ciepłej wody i muszą podgrzewać ją termami, płacąc wysokie rachunki. - Wysokość cen prądu nie zależy od prezydenta miasta. Dzisiaj możemy mówić jedynie o tym, co zrobić, żeby wasze wynagrodzenie było wyższe, żebyście mogli wieść godne życie. Wolałbym usłyszeć nie o tym, że ceny wzrastają, tylko o oczekiwaniach co do wynagrodzenia - mówił Nowakowski. Dodawał, że faktycznie w przyszłym roku nie ma planów podwyżek wynagrodzeń dla urzędników.

- Mam świadomość, że akurat państwa wynagrodzenia rzeczywiście należą do najniższych; jeśli znajdą się pieniądze, to w pierwszej kolejności podwyżki będą skierowane do państwa - zapowiadał Nowakowski. Pracownikom MOPS-u nie podobało się mówienie o podwyżkach w perspektywie nieokreślonej przyszłości. - Dziękuję, że państwo dbają o swoich podopiecznych. Wiem, że macie pełną wiedzę, że nie tylko państwu, ale i wielu osobom w Płocku ciężko się żyje z różnych powodów. Proszę jeszcze o cierpliwość, bo dzisiaj możliwości budżetu są, jakie są. Deklaruję, że spotkamy się w marcu, i sądzę, że wtedy będziemy mieć więcej konkretów - dodał Nowakowski.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.