Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
Sobota, wczesne popołudnie, schronisko dla psów (tak będziemy w tym tekście nazywać miejsce, które w rzeczywistości nazywa się: Hotel dla bezdomnych psów) w Małej Wsi... Tom lekko się spóźnia, więc mam chwilę, by zapoznać się ze zwierzakami. Chodzę wokół boksów, psiaki są nieśmiałe, większość nie wychyla nosa z budy, zerka nieufnie...

Reagują z niepokojem na każdy ruch, każdą obcą postać, każde spojrzenie. Na pierwszy rzut oka mogłoby się komuś wydać, że to skromność. Ale nie, to tylko złudzenie. Bo to jest przerażenie.

Przerażenie psów po przejściach. Skrzywdzonych przez ludzi, bitych, pogardzanych, porzuconych. Te, które nie zamknęły się w sobie do końca, biegają w kółko po boksach i szczekają. Jak oszalałe. Stąd charakterystyczny gwar schroniska. Trudno mi na to patrzeć, trudno słuchać żałosnego ujadania. I właśnie wtedy przychodzi Tom Justyniarski.



Zaraz zapytam, jak wpadł na pomysł tej wyjątkowej akcji i dlaczego tak bardzo się w nią zaangażował. W akcję, która polega na czytaniu przez dzieci książek... psom ze schronisk.

- Kiedyś podczas spotkania w szkole zapytałem uczniów czy wiedzą, co to jest schronisko dla zwierząt i do czego służy - odpowiada Tom. - Pamiętam jak mi ciarki przeszły po plecach, gdy usłyszałem, że to miejsce, w którym można zostawić psa na wakacje, żeby pozbyć się przykrego obowiązku. Albo że jak pupil nam się znudzi, to możemy tam właśnie go oddać. To było przerażające dla człowieka, który kocha zwierzęta. Myśl, że nawet dzieci traktują zwierzęta jak przedmioty, była nieznośna.

Bo zwierzaki jak ludzie potrzebują zainteresowania, empatii, miłości. - Psy trzeba umieć wychować i się nimi opiekować. Trzeba się liczyć z wieloma obowiązkami, a nie tylko krótkotrwałymi przyjemnościami. Nie pogodzę się nigdy z podejściem ludzi, którzy myślą, że gdy zwierzę nam się znudzi, to można je porzucić jak stare kapcie, które zaczynają śmierdzieć. Kapcie są pozbawione uczuć, bólu czy tęsknoty, a zwierzęta nie - dodaje Tom.

Swoją akcją chce pomagać i dzieciom, i psom.

Dzieci uczą się wrażliwości, szacunku dla zwierząt. Zaczynają rozumieć, że to istoty żywe i tak jak my czują, kochają, cierpią. A psy... Psy ponownie oswajają się z człowiekiem, przyzwyczajają się do ludzkiego towarzystwa. Stają się spokojniejsze. Zaczynają ufać. Czują się potrzebne, skoro ktoś poświęca im czas. Dzięki temu jest więcej adopcji czworonogów. Przecież nikt nie zaadoptuje psa, który biega po boksie jak szalony i szczeka. Albo takiego, który boi się wyjść z budy.

Na początku Tom tłumaczy dzieciakom, że psy nie oceniają ich czy czytają dobrze, czy źle.

- Dla nich ważny jest sam kontakt z człowiekiem. Jego uwaga i zainteresowanie. To je odpręża. W boksach siedzą właściwie cały czas, więc cieszą się, że ktoś je odwiedza - tłumaczy.

Dzieci są zachwycone. Mogą przejść wśród boksów i wybrać psa, któremu będą czytać. Błyskawicznie tworzą się pary. Kiedy już wszyscy się dopasują, zaczyna się czytanie.

Nagle robi się cicho. Psy przestają ujadać i biegać po boksach. Niektóre wychylają głowy z bud, inne z nich wychodzą. Jakby przestawały się wstydzić. Słychać tylko czytających. Magiczna harmonia - zwierzaki naprawdę słuchają, choć pewnie zbyt wiele nie rozumieją. Ale czy to ważne? Kładą się obok i zamykają oczy. Albo... wąchają książki. Merdają ogonami. Patrzą na czytające dzieci. Jeszcze inne przytulają się do ogrodzenia, żeby być jak najbliżej swoich lektorów.

Jestem pod wrażeniem tej ciszy. Właściwie jestem teraz jedynym, który wprowadza chaos i przeszkadza. Staram się poruszać bezszelestnie, tylko ta piekielna migawka aparatu - zdradza moją obecność. Przez nią, całkowicie niechcianą w tym spokojnym świecie, czuję się jakbym kradł te piękne chwile. Staram się więc być jeszcze bardziej niezauważalny, ale to niewiele daje, bo zwierzaki mnie obserwują. Trzeba trochę czasu, żeby się przyzwyczaiły. No wreszcie jest dobrze. Wreszcie i ja mogę się tu odnaleźć i złapać kilka kadrów.

Mija 30 minut. Koniec czytania. Dzieciaki wrócą tu za dwa tygodnie, by znowu spotkać się ze swoimi kumplami. Uśmiechają się. Głaszczą psy. Patrzą im w oczy, te odwzajemniają ich spojrzenia. Jest jak w bajce. Któryś ze chłopców zwierza się: - Na początku byłem zestresowany. Bałem się. Ale potem już było coraz lepiej. On złapał ze mną kontakt i naprawdę mnie słuchał.

I niech to zdanie będzie pięknym epilogiem tej opowieść o dzieciach z Małej Wsi i psach ze schroniska. Wszystkie one spotkały się dzięki Tomowi.

***

Zdjęcia oglądajcie też na blogu Piotra Augustyniaka

Tom Justyniarski

To on wymyślił akcję "Dzieci czytają książki psom w schronisku", która pod koniec maja wystartowała w Słupsku. Mała Wieś była trzecią polską miejscowością, do której zawędrowała. Wcześniej Tom pracował jako rzecznik prasowy miasta stołecznego Warszawy (na Pragę Południe) oraz Straży dla Zwierząt w Polsce, wykładał w Instytucie Dziennikarstwa Uniwersytetu Warszawskiego na specjalizacji marketing medialny i public relations. Współautor i pomysłodawca książki bestsellera "Poznaj męskie sekrety", autor książki "Psie troski" - zajęła pierwsze miejsce w rankingu TOP 10 Ministerstwa Edukacji Narodowej, była pierwszą w Polsce lekturą szkolną wybraną demokratycznie - przez rodziców i nauczycieli - podczas głosowania. Pomysłodawca pierwszego w Polsce okienka życia dla zwierząt. Podróżnik (zwiedził ponad 65 krajów). Zawodowo także trener prowadzący szkolenia m.in. z zakresu wystąpień publicznych, sztuki prezentacji, zarządzania procesem sprzedaży, budowania więzi z klientem, asertywności, zarządzania czasem, negocjacji, budowania zespołu.

Komentują na Facebooku

Małgorzata: W zasadzie tę wspaniałą akcję może zrobić każde schronisko, niekoniecznie w blasku kamer TV. Właściwie to potrzeba tylko książek, karimaty lub kocyka do siedzenia lub leżenia i chętnych empatycznych dzieci.

Majka: Nie znam się na takiej terapii, ale tak z własnego doświadczenia wydaje mi się, że psy to lubią. Jeden z moich psów, kiedy był mały, był trudnym dzieckiem; wszelkie szkoły, programy i mądre książki zawodziły. Keira była wszędzie i gdzie była, tam broiła. W końcu wpadliśmy na pomysł, żeby jej czytać. Ta czynność rzeczywiście zatrzymywała ją w miejscu na dłuższy czas. Grzecznie leżała i słuchała.

Katarzyna: Biblioterapia w wersji pet. Nie dość, że psiaki mają towarzystwo, to dzieciaki ćwiczą czytanie oraz relaks!

Mariola: I uczą się miłości do zwierząt... Zaowocuje to w ich przyszłym życiu. Kto kocha zwierzęta i opiekuje się nimi, jest dobrym człowiekiem. Warto rozpowszechniać w innych schroniskach.

Irena: No co tu komentować? Patrzeć, podziwiać, i udostępniać dalej.

Tom: Czekam na zgłoszenia innych schronisk. Pojadę wszędzie, gdzie tylko będą chcieli czytać pieskom.

Monika: Genialny pomysł.

Iwona: Akcja, jak widzę, zatacza coraz większe kręgi i tak ma być.

Maria: Wspaniała akcja, chwyta za serce.

Arleta: Jacy fajni słuchacze.

Gosia: Jest nadzieja, że dzięki temu to następne pokolenie będzie wrażliwsze i otwarte na krzywdę innych. Brawo maluchy i wielkie dzięki za zaangażowanie w akcję!

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.