Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
- Ostatniego wywiadu udzielaliśmy w Bangkoku, czyli w połowie zwiedzania świata - śmieją się. Ona ma 56 lat, on - 62 i nie wyobrażają sobie życia bez siebie i bez motocykli. Alan (dla przyjaciół Curt) urodził się w Walii. Jako trzylatek razem z rodziną wyprowadził się do Sierra Leone w Afryce, a kiedy miał lat dziewięć - już na stałe - do Australii.

I on, i Lyn mieszkali w Melbourne, oboje byli handlowcami. On ma dwóch synów, ona córkę i syna. Poznali się podczas charytatywnej wycieczki z Melbourne do Darwin. - Tak w ogóle z tą najnowszą wyprawą dookoła świata to był na początku jego pomysł - mówi Lyn. - Całe życie jeździł na motocyklach, postanowił, że do kraju, w którym się urodził, chce się wybrać na jednośladzie. Zgodziłam się, gdy zaproponował, byśmy pojechali tam razem. A potem to już razem uznaliśmy, że skoro da radę w ten sposób dotrzeć do Walii, to uda się to i wszędzie indziej. Tak oto urodził się pomysł jeżdżenia po całym świecie.

Podróż życia

Swą ostatnią szaloną podróż Australijczycy zaczęli w 2014 r. Planowali ją przez pięć lat, a intensywne przygotowania trwały aż sześć miesięcy. Musieli poczekać tylko, aż córka Lyn osiągnie pełnoletność, by mogli wyjechać z kraju. - Córka była wściekła na Alana. Nie mogła mu tego darować. Na szczęście już się z tym pogodziła - cieszy się Lyn.

Na początku wyprawy motocykle przesłali do Singapuru. Ich bagaże są wielkości plecaków. Kilka sztuk ubrań i nic więcej. Jak sami podkreślają, nie jest łatwo spakować tak mało rzeczy na tak długą podróż. Musieli przecież wziąć ze sobą cienką odzież na lato, ale także grube kurtki na pobyt w Skandynawii. - Po odebraniu motocykli w Singapurze okazało się, że jednak zabraliśmy za dużo rzeczy - przypominają. - Część musieliśmy więc spakować i z powrotem odesłać do Australii.

Sami na swoją wyspę wrócili tylko na chwilę, by spędzić z bliskimi święta. - Zima w Europie jest dla nas zbyt surowa, jesteśmy przyzwyczajeni do cieplejszego klimatu - mówią. - Motocykle zostawiliśmy w Barcelonie u osoby, którą poznaliśmy dzięki stronie Horizonsunlimited.com. Korzystają z niej tacy jak my motocykliści podróżnicy.

Pieniądze na podróż mają z oszczędności i z wynajmu domu w Australii. - A czasami jeszcze po drodze rabujemy banki - żartują.

Jak zapewniają, miesięczne utrzymanie w podróży wychodzi taniej niż koszty życia w ojczyźnie. Mają ze sobą namiot, śpiwory, karimaty, zatrzymują się w najtańszych motelach i to tylko wtedy, gdy muszą - ze względu na pogodę czy zmęczenie. Nie chodzą po restauracjach, jedzenie kupują w marketach. - Często zatrzymujemy się u osób takich jak Andrzej, które są bardzo gościnne i dają nam nocleg za darmo. Oczywiście, nie wszędzie jest tanio. Najdrożej było do tej pory w Skandynawii - na ma wątpliwości Alan.

Gościnny płocczanin

W Płocku znaleźli się dzięki gościnności Andrzeja Krymowa. Zaczęło się od zwykłej rozmowy. - 10 maja wróciłem z Kolumbii, gdzie byłem trzy miesiące. Pojechałem na zlot motocyklistów na Zamku Grodziec na Dolnym Śląsku i tam właśnie poznałem Lyn i Alana - wspomina Krymow. - Podszedłem do nich, bo zobaczyłem flagi Australii na ich kurtkach. Sam dwa lata temu spędziłem tam pół roku. Po dłuższej rozmowie powiedzieli mi, że oni z kolei mają w planach podróż do Kolumbii. Zacząłem więc dzielić się swoimi doświadczeniami. No i na koniec zaprosiłem do Płocka.

Lyn i Alan zatrzymali się u Krymowa na Podolszycach. Przy okazji wstawili maszyny do salonu Yamahy w Cekanowie, bo jeden z motocykli miał mały wyciek oleju.

- Mieli tam wymienić tylko uszczelniacze, ale okazało się, że naprawa jest poważniejsza, trzeba było czekać kilka dni na części - opowiada Krymow. - Dlatego moi goście mogli dobrze zwiedzić Płock. Podobało im się Wzgórze Tumskie, Stary Rynek, a najbardziej... bar mleczny Tumska! Ale nie chcieliby tu zamieszkać, bo jest za zimno. Poza tym w Australii nurkują, surfują, bardzo by im tego u nas brakowało.

Poza tym, że też jest motocyklistą i podróżnikiem, pan Andrzej jest związany z płockim Wodnym Ochotniczym Pogotowiem Ratunkowym. Jak twierdzi, lubi Płock i jest dumny z tego, że stąd pochodzi. - Ale mnóstwo czasu spędzam jednak poza naszym miastem. Latem żegluję w Chorwacji, prowadzę tam tygodniowe rejsy żeglarskie, jestem przewodnikiem nurkowym na Morzu Adriatyckim - zaczyna wyliczać. - Jesień spędzam w Londynie, gdzie pracuje jako barman. Odkładam sobie trochę gotówki, by zimę spędzać w Ameryce Południowej. Tam jest ciepło, tanio i przyjemnie. Jednak zawsze z radością wracam do mojego Płocka. A Chorwacja i Kolumbia to mój drugi i trzeci dom.

Andrzej Krymow ma już nawet plan na połączenie zamiłowania do jednośladów z podróżami do Kolumbii. - W zeszłym roku prowadziłem wyprawę motocyklową przez Saharę, a od stycznia będą to prawdopodobnie trzytygodniowe wyjazdy na motocyklach terenowych po Ameryce Południowej - zapowiada.

A po motocyklach katamaran

Yamahy XT660R, bo takimi podróżują Australijczycy, nie są zwykłymi motocyklami. Mają podgrzewane manetki, nowoczesne nawigacje, gniazdka do ładowania, skrzynki narzędziowe czy kufry. Lista wyróżniająca te jednoślady spośród pozostałych jest bardzo długa. Lyn i Alan przejechali już na nich tysiące kilometrów. Byli m.in. w Malezji, Tajlandii, Indiach, Indonezji, Nepalu, Maroku, Francji, Hiszpanii, Portugalii, Włoszech, Austrii, Chorwacji, Słowenii, Grecji, Bułgarii, Danii. - Ludzie na całym świecie zawsze są bardzo zaskoczeni, gdy widzą nasze numery rejestracyjne i flagi Australii - mówią. - Podchodzą do nas, by poznać Australijczyków, bo jak twierdzą, nigdy wcześniej żadnych nie widzieli. Każda nowa znajomość zaczyna się tak samo. Ludzi najbardziej interesuje, jak wydostaliśmy się z Australii na motocyklach, skoro to wyspa.

Wiele kościołów, placów i rzek już widzieli, więc najlepiej zapamiętują właśnie ludzi. I najbardziej lubią... Polaków! - Z doświadczenia wiemy, że jeżeli prosimy kogoś o pomoc, to ten ktoś chce coś w zamian. W Polsce jest inaczej, to bardzo miłe i dobrze o was świadczy - komentują. - Oprócz Płocka najbardziej podobały nam się tu Wrocław, Zamek Grodziec, Gdańsk.

Jakie mają kolejne cele? - Warszawa, Białystok, następnie Litwa, Łotwa, Estonia i Rosja. A potem Kazachstan, Mongolia, Kanada, USA, Ameryka Południowa, a na koniec jeszcze Afryka! Podróż zakończą prawdopodobnie w 2018 bądź 2019 r.

Co zrobią, gdy zwiedzą już cały świat? Mają plan! - Alan chce kupić katamaran z żaglem. Chce pływać po oceanach - zdradza Lyn. - Zgodziłam się, ale pod jednym warunkiem. Że nie będziemy pływać więcej niż sześć miesięcy w roku, bo bym się tam chyba zanudziła na śmierć!

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.