Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
Wróciłem i jakby na zamówienie dostałem zaproszenie do "Czytelni pod chmurką" urządzonej przez Książnicę Płocką, gdzie wystawione do ogrodu regały z prasą i książkami, leżaki, krzesła zachęcają do zatrzymania się nad tekstem, a od czasu do czasu także do towarzyskiego spotkania starych i nowych bibliofilów.

Izba lekarska i ogród książek patrzą na siebie przez płot oddzielający posesje dwóch dawnych banków, w których dziewiętnastowieczni mieszczanie i włościanie deponowali swoje oszczędności. Nie jest to płot "Zemsty" hrabiego Fredry ani miedza między Pawlakami i Kargulami, a tym bardziej sufit dzielący swawole i wolności Pawła i Gawła. W ostatnich latach nasze sąsiedztwo wzbogacamy wymianą potrzeb. Izba przekazuje książki i czasopisma do zbiorów medycznych, a Książnica pożycza krzesła i sztalugi, służy odczytami dla seniorów. Wspólnie wydajemy książki, na koncie mamy nawet pierwszy płocki audiobook "Manza" z tekstami przedwojennego lekarza Mieczysława Themersona.

"Głęboko wierzę - pisze w folderze kurator literacki Europejskiej Stolicy Kultury Irek Grin - że słowo ulepiło, wciąż kształtuje i zmienia rzeczywistość. Porządkuje, próbuje okiełznać i nadać jej sens. Musimy spotkać ze sobą ludzi uzależnionych od czytania, ludzi obarczonych i naznaczonych słowem z tymi, których należy nauczyć czytać od nowa. Musimy wyjaśnić młodym, że zestarzeją się szybciej, jeśli nie nauczą się czytać".

W Europejskim Dniu Sąsiada we wtorkowy wieczór do "Czytelni pod chmurką" przy Kościuszki 6 zaproszeni zostali wszyscy, którzy lubią się dzielić radością obcowania z literaturą i przez sąsiedzki płot zamiast zazdrosnych spojrzeń podrzucają sobie lektury, toczą spór o wychowanie kolejnych pokoleń, zarażają drukowanymi słowami opisującymi sensy codzienności.

Biblioteka, idąc za słowami zmarłego w tym roku Umberto Eco powołującego się w swojej książce na Borgesa, jest synonimem wszechświata, ale także piramidy i chleba oraz "zawiera wszystkie struktury słowne, wszystkie warianty, na jakie pozwala dwadzieścia pięć symboli ortograficznych".

Polska literatura niesie świadectwa złego sąsiedztwa, warto więc odnaleźć inne warianty, które zwykłą zawiść zamienią w zgodne współistnienie różnych ortograficznych znaków i ludzi, którzy je odczytują.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.