Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
W ub.r. taki weekend przyciągnął w Toruniu prawie 60 tys. ludzi, u nas może być podobnie! A najlepsze jest to, że organizacją tego wydarzenia zajmie się Monika Dejnecka, dziewczyna z Płocka, która zna miasto i czuje jego potrzeby.

Z urodzenia płocczanka, z wyboru torunianka, to specjalistka od reklamy w toruńskim oddziale Radia Zet Gold. Od dobrych kilku lat organizuje takie promocyjne weekendy ze zniżkami - także w Bydgoszczy. Akcje biją rekordy popularności, wyciągają na miasto jego mieszkańców, a przy tym ściągają do niego całe rzesze turystów.

- No dobrze, zdradzę mój wiek, przynajmniej będzie wiadomo, że mam już w swej pracy spore doświadczenie - uśmiecha się Monika Dejnecka. - Mam 34 lata. Chodziłam do płockiej Szkoły Podstawowej nr 14, a potem do najlepszego i najcudowniejszego w mieście liceum, czyli do Jagiellonki. Tak, tak, doskonale pamiętam, że zdania są podzielone, pracuję w tym momencie z dziewczyną z Płocka, absolwentką Małachowianki i wciąż toczymy tu nieustanne boje o to, która szkoła jest lepsza. I oczywiście wiem, że obie są świetne.

Monika licealistka miała dość niezwykłego nauczyciela języka polskiego.

- Uczył mnie... profesor Nowakowski - zdradza. - Czyli dzisiejszy prezydent miasta. Kiedy przyjechałam do Płocka na konferencję poświęconą akcji "Płock za pół ceny" okazało się, że mnie kojarzy. Może nie tyle moje nazwisko, bo pamięta panieńskie, ale twarz. To było bardzo miłe spotkanie po latach, wciąż wspominam, że profesor Nowakowski był moim najlepszym nauczycielem, a jego lekcje różniły się od wszystkich. Puszczał nam np. piosenki Kaczmarskiego, Gintrowskiego, zawsze miał dla nas jakąś niespodziankę w zanadrzu.

Po liceum Monika wyjechała na studia do Torunia. Wybrała filozofię, zrobiła doktorat z logiki. A potem zaczęła się jej przygoda z mediami.

- Pracowałam w Radiu Gra, potem w grupie Media Regionalne, gdzie zajmowałam się serwisem zakupów grupowych. Aż wreszcie trafiłam do grupy Eurozet, w skład której wchodzą m.in. Radio ZET, ZET Chilli, Radio Plus, Antyradio - wymienia. - Zajmuję się wszystkim, co związane z promocją i reklamą, przygotowaniem spotów, pisaniem scenariuszy reklam, organizacją eventów i akcji specjalnych. W tym także "Torunia za pół ceny" i "Bydgoszczy za pół ceny". A teraz także "Płocka za pół ceny".

Panie Adrianie, skończyła się kapusta

Akcje tego typu przybierają w różnych miastach Polski i świata różne nazwy, różne formy, mają różnych organizatorów. Ale we wszystkich idea jest ta sama. Chodzi o to, że w wybrany weekend jak najwięcej punktów w mieście - restauracji, sklepów, pubów, hoteli, gabinetów kosmetycznych, warsztatów samochodowych, tu właściwie nie ma żadnych ograniczeń - obniża ceny swych produktów, wszystkich bądź części, o połowę.

- W Polsce najdłużej takie promocyjne weekendy urządza Poznań. Robi to nieprzerwanie od 10 lat. Eurozet współorganizuje je m.in. w Toruniu i w Bydgoszczy. Jest także patronem medialnym tych organizowanych w Trójmieście - objaśnia nasza rozmówczyni. - Pierwsza edycja "Torunia za pół ceny" odbyła się w 2010 r. Początkowo robiliśmy to tylko raz w roku, jesienią, na zakończenie sezonu turystycznego. Ale ponieważ to nasze " pół ceny" spotkało się z niesamowitym odzewem, zarówno przedsiębiorców gotowych obniżać swe ceny, jak i klientów chętnych z tych promocji korzystać, zapadła decyzja, by robić to dwa razy w roku, na początku sezonu i na jego końcu. W ten sposób ubiegłoroczna edycja toruńskiej zabawy była jubileuszowa, już dziesiąta.

Początki nie były może spektakularne, sama idea akcji nie była jeszcze tak popularna, nie wszyscy restauratorzy czy hotelarze byli przekonani do obniżania cen choćby na weekend. W efekcie w pierwszym "Toruniu za pół ceny" wzięło udział ok. 50 punktów, a organizatorzy do dziś wspominają sytuacje, kiedy dzwonili do nich restauratorzy i przerażeni szeptali do słuchawki: "Panie Adrianie, skończyła się kapusta!".

Dziś to już zupełnie inna bajka.

- W ostatniej edycji uczestniczyło 156 przedsiębiorców. I to nie tylko hotele, muzea i restauracje, ale także spa, gabinety masażu, korty, baseny. Udało się wyjść z akcją poza starówkę. Płock ma swoje Podolszyce, Toruń zaś Rubinkowo, i Rubinkowo także obniżało ceny - opowiada pani Monika. - Akcję promowaliśmy w całej Polsce, na 21 antenach Radia ZET, w efekcie wzięło w niej udział - uwaga - prawie 60 tys. osób. To był ogromny sukces.

W 2013 r. do Torunia dołączyła Bydgoszcz, która zresztą akcję doskonale znała, bo bywała na "Toruniu za pół ceny". A w tym roku dołącza także nasze miasto. "Płock za pół ceny" został zaplanowany na 9-11 września.

Płock jest jak Toruń, tylko...

Niedawno władze miasta, przy wsparciu Moniki Dejneckiej, zorganizowały pierwszą konferencję poświęconą akcji. - I zaraz po niej zaczęli się odzywać pierwsi przedsiębiorcy chętni do wzięcia w niej udziału! - cieszy się organizatorka. Zgłoszeń jeszcze nie przyjmuje, zapisywanie rozpocznie się w momencie, gdy na stronie akcji, plockzapolceny.pl, pojawi się regulamin. - Nie szacowaliśmy, ile punktów w Płocku może obniżyć ceny, ale nie ukrywam, że liczę na zainteresowanie podobne do toruńskiego.

Bo Monika Dejnecka uważa, że w ogóle Płock... jest trochę jak Toruń. Ciut mniejszy, ale także ma wspaniałe zabytki, historię, tradycje, piękne krajobrazy, klimat, restauracje. Słowem wszystko, co potrzeba, by stać się gigantem weekendowej turystyki. Ogromny, przeogromny potencjał. - Różni nas jedynie obecność studentów. To właśnie ich widać popołudniami i wieczorami na toruńskich ulicach, w klubach i pubach, dzięki nim miasto jest gwarne, tłoczne, kolorowe - opowiada nasza rozmówczyni. - W wakacje studenci wyjeżdżają i w Toruniu robi się bardziej pusto i cicho. Jak w Płocku w czasie roku akademickiego. Bo z kolei wydaje mi się, że w Płocku w wakacje jest odwrotne, miasto odżywa i nabiera oddechu.

Specjalistka od promocji przekonuje, że nie powinniśmy mieć kompleksów: - Płock może faktycznie nie jest pierwszym wyborem, gdy ktoś decyduje się na weekendowy wypad i wybiera między Krakowem, Warszawą a Poznaniem. Ale potrzeba mu tylko, że tak się wyrażę, promocyjnego kopa, czegoś, co sprawi, że ktoś zwróci na Płock uwagę i zdecyduje się tu zjawić. A wtedy, zapewniam, będzie po prostu zachwycony. Mam mnóstwo znajomych, którzy zostali zauroczeni tym miastem, jego urodą, możliwościami spędzania wolnego czasu, wręcz zdumieni. A już w trakcie festiwali, kiedy przez ulice przelewa się kolorowy tłum... Wszyscy mi zazdroszczą, że w czasie Audioriver nie muszę szukać noclegu, o który niezwykle trudno, tylko mogę sobie spokojnie przenocować u rodziców.

Wyciąganie ludzi z miasta

Takim promocyjnym kopem, być może dorównującym nawet elektronicznemu festiwalowi, może być właśnie "Płock za pół ceny". Po pierwsze - jak przekonuje Dejnecka - wyciągnie płocczan z domów. Tak jak np. Noc Muzeów albo Dzień Kuchni Polskiej. I to nie tylko w ten jeden weekend.

- Moi rodzice mieszkają na Podolszycach. Jako że mają tam wszystko, parki, place zabaw dla wnuków, galerie handlowe, właściwie nie mają potrzeby jeździć, powiedzmy co weekend, na Stare Miasto - opowiada. - Jest duża szansa, że w ten wrześniowy weekend skuszą się na promocyjne ceny w dobrej restauracji przy rynku. Wezmą udział w akcji, przekonają się. I od tej pory będą zjawiać się tam częściej. Chcemy, żeby płocczanie przekonali się, że warto po prostu wyjść na miasto, poszukać innych ludzi, że są w ich mieście miejsca, których nie znali i do których warto zajrzeć.

"Płock za pół ceny" przyciągnie do nas ludzi z innych miast. Tak jak do Torunia jeździli bydgoszczanie, tak w Płocku mogą pojawić się mieszkańcy i Torunia, i Bydgoszczy, i wszystkich innych miast, bo akcja także będzie promowana w całej Polsce. Ludzie skuszą się na obniżki, przyjadą sprawdzić co ciekawego warto zwiedzić i zobaczyć w Płocku. No i nie ma siły - muszą się zakochać i zjawić ponownie, a przy okazji zrobić sobie całą masę zdjęć, wrzucić je na swojego Facebooka i pochwalić się wycieczką wszystkim znajomym.

- Tym bardziej że jeśli przy festiwalach odbiorca jest ściśle stargetowany, zazwyczaj to człowiek dość młody, o określonych zainteresowaniach, to "Pół ceny" skierowane jest do wszystkich, młodych i starszych, zainteresowanych sztuką i tych, którzy lubią sport - tłumaczy Dejnecka. - Można spędzić czas aktywnie i rodzinnie, starsi w muzeum, młodsi na basenie czy w sali zabaw, potem wszyscy spotkają się na dobrej kolacji w restauracji.

Akcja "Miasto za pół ceny" daje każdej miejscowości także sporą korzyść nieco przy okazji. Otóż na jej potrzeby powstaje strona internetowa, na której są wszystkie miejsca, które warto odwiedzić, wszystkie hotele, restauracje, kawiarnie i puby prowadzone przez ludzi, którym zależy na promocji miasta, którzy lubią różne nowości i niecodzienne sytuacje. Czyli z pewnością - dobre hotele, puby i restauracje. - Lista ta staje się takim fajnym podręcznym kompendium wiedzy, z którego korzystać można zarówno przed akcją, w jej trakcie, jak i po jej zakończeniu - objaśnia Monika Dejnecka.

Na koniec jedno zdanie o skali wydarzenia. - Zawsze mówimy np. restauratorom, by byli przygotowani na ruch dziesięciokrotnie większy - mówi nasza rozmówczyni. - Dziesięciokrotnie większy niż w ich najlepszym dniu. W najwyższym sezonie.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.