Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
Jak można przeczytać na stronie Państwowej Straży Pożarnej w Płocku: "Naczelnikiem głównym i prezesem Zarządu został Robert Blumberg, zaś członkami Zarządu, a zarazem naczelnikami oddziałowymi byli: W. Jasieński, A. Fijałkowski, S. Wysocki, J. Widuliński, S. Woldenberg. W 1875 roku do straży należało 146 członków czynnych i 235 honorowych. W roku 1881 liczba członków wzrosła do 193 czynnych i 257 honorowych. Ich skład społeczny był różnorodny. Do straży należeli głównie robotnicy i rzemieślnicy, a także urzędnicy i właściciele posesji miejskich. Dochody czerpano ze składek własnych członków oraz z dotacji władz miejskich". Co ciekawe "Bardzo interesujące jest zestawienie ilości pożarów w latach 1901-1910. Okazuje się, że gubernia płocka cechowała się stosunkowo niewielką palnością. W całym dziesięcioleciu wybuchły łącznie 2443 pożary".

Trudne początki płockich strażaków, wynikające z podejrzliwości zaborczych władz rosyjskich, przedstawił ma łamach "Życia Mazowsza" (nr 7, 1935 r.) płocki społecznik Kazimierz Staszewski: 

"Władze rosyjskie niechętnie pozwalały na organizowanie jakichkolwiek towarzystw polskich, a gdy już takie istniały, to spoglądano na nie podejrzliwym okiem, upatrując w nich tendencje ukrytej działalności antypaństwowej, lub zaczątki organizacji siły zbrojnej.

Na Straż Ogniową Ochotniczą w Płocku, do której wstąpiłem w 1880 r. zwrócona była baczna uwaga władz administracyjnych i policyjnych, pomimo, że formalnie, zgodnie z ustawą, głównym jej kierownikiem był policmajster miejscowy. Nie pozwolono członkom czynnym straży używać jakichkolwiek oznak, a nawet guzików metalowych wskutek czego ubiór jej był bardzo nieestetyczny: zwykła bluza z czarnego płótna i hełm kopulasty z czarnej skóry, w drodze wyjątkowego ustępstwa pozwolono naszyć bawełniane wąskie naramienniki w pięciu barwach dla odróżnienia pomiędzy sobą 5-ciu oddziałów Straży.

Młodzież sarkała na tę brzydotę i prostotę swego uniformu i stale nastawała, ażby temu zaradzić, ale perswadowano nam, że władze wojskowe stanowczo są przeciwne wszelkim zmianom w umundurowaniu.

Pewnego razu gubernatorowa Tołstojowa urządzała na cel dobroczynny bal kostiumowy w teatrze, a jej, jak zwykle, przy wszelkich imprezach z całym zapałem pomagał inż. Oraczewski. Ponieważ bal ten był zakrojony na dużą skalę, więc pomiędzy innemi szczegółami pani Tołstojowa zapragnęła ażeby wzięła również i udział Straż Ogniowa już to dla bezpieczeństwa, już to dla pełnienia obowiązków straży honorowej.

Z projektem tym zwrócił się do mnie inż. Oraczewski. Po porozumieniu się ze starszyzną straży dałem odpowiedź, że Straż z miłą chęcią uczyni zadość pani gubernatorowej, ale, mając na względzie swój wygląd nieestetyczny, prosi uprzejmie, ażeby gubernator pozwolił przytwierdzić do hełmów grzebienie i numery mosiężne i od decyzji tej uzależnia swój udział.

Decyzja nastąpiła bardzo prędko i zgodnie z naszem życzeniem.

Przytaczam ten szczegół dlatego, ażeby dać wyobrażenie, jakiemi w owych czasach należało kierować się drogami i jak każdą sposobność umieć wyzyskiwać, ażeby osiągnąć jakiś cel pozornie nawet małej wagi".

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.