Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
"Sprawa zakładów fryzjerskich do obecnej pory nie była zupełnie jasno ujęta w ramy przepisów. Z tego też względu dużo zakładów fryzjerskich znajdowało się w niezbyt dobrych warunkach higienicznych. Świeżo wydane rozporządzenie o czystości w zakładach fryzjerskich niewątpliwie niedomagania te ureguluje. Zakłady te, jak głosi rozporządzenie, muszą się mieścić w widnych lokalach i nie mogą posiadać połączenia z mieszkaniem prywatnem. Ściany powinny być malowane na kolor jasny, mieć powierzchnię zmywalną i podłogi uszczelnione. Sprzęt w zakładach tych powinien mieć powierzchnię gładką, a zamieszczanie portjer i dywanów jest niedopuszczalne. Każdy zakład fryzjerski musi posiadać umywalnię z wodą bieżącą, sterylizator, dostateczny zapas bielizny, wycieraczki do obuwia i kosze do śmieci. Narzędzia muszą być oczyszczane przed każdym użyciem i wyjałowione. Co do obsługi gości rozporządzenie głosi, że nie wolno jest dmuchać na klienta, a twarz wolno zmywać wyłącznie z pomocą serwetki".

***

Na rynku usług w Płocku była olbrzymia konkurencja. Rywalizowali ze sobą m.in. chrześcijanie i Żydzi. Tu jednym z narzędzi walki była regulacja zabraniająca pracy w niedziele i święta. Fryzjerzy żydowscy próbowali ten zakaz obchodzić, co prowadziło do sytuacji konfliktowych. "Kurier Mazowiecki" tak o tym pisał 4 września 1935 r.:

"Ostatnio wytworzyła się w Płocku niezdrowa atmosfera w cechu fryzjerskim. Chodzi tutaj o kontrolowanie zakładów fryzjerskich w niedziele i święta. Zasadniczo do czynności tej powołana jest policja. Tymczasem w mieście naszem wytworzyła się taka sytuacja, że przestrzeganiem świętowania niedziel i świąt i kontrolowaniem zakładów fryzjerskich zajęli się również sami fryzjerzy. Na tym punkcie dochodzi często do kłótni, a nawet i do krwawych bójek. Ostatnio znowu na ulicy Szewskiej pokłóciło się ze sobą (na tle wzajemnej kontroli zakładów) 2-ch znanych płockich fryzjerów. W pewnym momencie doszło do rękoczynów. Pięści i kije poszły w ruch. W rezultacie jeden został ogólnie potłuczony, a drugi pozbawiony kilku zębów".

***

W tym samym roku (17 października i 19 listopada) "Kurier" odnotował jeszcze dwa, nieco spokojniejsze zdarzenia:

"Mimo wyraźnego zakazu władz administracyjnych i uchwały polskiego cechu fryzjerskiego o zakazaniu pracy w zakładach fryzjerskich w niedzielę i święta, są jeszcze fryzjerzy, którzy wyłamują i nie stosują się do wydanych zarządzeń. Często zdarzają się tez wypadki pociągania opornych fryzjerów do odpowiedzialności. Wczoraj znowu policja spisała doniesienie na Icka-Kiwę Szpilmana zam. przy ul. Szerokiej, za pracę fryzjerską w zakładzie w dzień świąteczny".

I drugi cytat: "Zdawałoby się, że u fryzjerów jest już porządek, a święta i niedziele są już przestrzegane. Tymczasem fakty mówią co innego. W tych dniach ?Zjednoczonym Fryzjerom ? przy ul. Kolegialnej spisano protokulik za wyłamanie się spod przepisów i uprawianie pracy fryzjerskiej w zakładzie w niedzielę.

Wstydźcie się panowie. Patrzcie, wasi koledzy świętują, a wy zarabiacie".

***

W tym samym roku "Kurier Mazowiecki" doniósł o kolejnym fryzjerskim incydencie, jednak tym razem dużo bardziej humorystycznym:

"Dawniej fryzjerom działo się lepiej. Klijentów w dni świąteczne bywało mnóstwo. Pieniądze do kieszeni mistrzów płynęły drzwiami i oknami. Teraz jest inaczej. Golić w niedziele nie można, bo czuwa nad tem ?troskliwe ? oko policjanta. Nic więc dziwnego, że płoccy fryzjerzy wpadają na coraz to nowe koncepcje, nieraz nawet humorystyczne. Ostatnio wydarzyła się u nas jedna zabawna historyjka. W ubiegłe święto przyjechał do Płocka własnym samochodem pewien obywatel, który za wszelką cenę usiłował dostać się do któregoś z zakładów fryzjerskich, by się ogolić. Niestety, wszystkie zakłady były zamknięte, a nagabywani fryzjerzy odpowiadali odmownie, wskazując palcem na róg ulicy, gdzie stał stróż bezpieczeństwa. Jeżdżąc tak samochodem od jednego zakładu do drugiego, natrafił wreszcie obywatel na fryzjera, który zgodził się go ogolić, ale w samochodzie. Ziemianinowi nie pozostawało nic innego, jak zgodzić się na propozycję dowcipnego fryzjera. W kilka minut później fryzjer z niezbędnemi ?narzędziami ? załadował się w samochód, który z iście diabelską szybkością pomknął za rogatki Bielskie. Tutaj nastąpił ?uroczysty akt" golenia brody i cały ten akt skończył się bez dalszych następstw, żeby nie. policjant, który obserwował z daleka tę zabawną historję, podążając za samochodem i na dowcipnego fryzjera sporządził protokół".

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.