Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
Filip Springer, znany reportażysta i autor książek o polskich miastach i przestrzeni publicznej, przez trzy dni był w Płocku. Znaleźliśmy się na szlaku jego wędrówki po byłych stolicach byłych województw, refleksje związane z tymi podróżami zostaną zebrane w publikacji "Miasto Archipelag".

Anna Lewandowska: Był pan już kiedyś w Płocku?

Filip Springer: - Nie... To znaczy lata temu byłem na konferencji harcerskiej, ale wtedy miasta nie zwiedzałem, w ogóle go nie widziałem.

Ale miał pan jakieś oczekiwania? Coś pan o Płocku wiedział?

- To była podróż związana z moim projektem "Miasto Archipelag". I niczego nie oczekiwałem, niczego sobie nie wyobrażałem. A wiedziałem tylko tyle, że tu jest Orlen.

Naprawdę? Tylko tyle? A np. nasze festiwale?

- No tak, rzeczywiście, o Audioriver i Reggaelandzie oczywiście wiedziałem, ale ja taki bardzo muzyczny nie jestem...

Którędy pan wjeżdżał do miasta?

- Od strony Warszawy. Jadę i witają mnie od razu dwie galerie handlowe. To taka brama do Płocka, to się zapamiętuje najbardziej, bo prawie nigdzie się nie zdarza, żeby galerię stawiać obok galerii.

Jechał pan przez Podolszyce...

... nielubiane w Płocku, jak się przekonałem. Na 10 osób, z którymi rozmawiałem, wszystkie niechętnie stwierdzały, że to takie miasto w mieście, które zabija centrum.

A mówiły panu, że to jednak najmodniejsze osiedle, z najdroższymi i najbardziej poszukiwanymi mieszkaniami?

- Owszem, że to takie miejsce dla ludzi z aspiracjami. Ale przeszedłem się trochę po Podolszycach... Cóż, osiedle, jakich wiele w Polsce, niczym szczególnym się nie wyróżnia, bloki, bloki...

Na swoim profilu Facebookowym wrzucił pan zdjęcie fortepianu wewnątrz kuli ziemskiej w pasażu Paderewskiego. I obśmiał tę instalację. Nie za ostro? Zawsze to jakieś przełamanie nudy blokowiska.

- Bawią mnie takie próby estetyzacji poprzez formy, które nic nie znaczą. Jestem łowcą estetycznych absurdów.

W swojej książce "Wanna z kolumnadą", która wprowadziła pozytywny ferment w pojmowaniu przestrzeni publicznej, chłoszcze pan wszechobecny w kraju chaos reklamowy. My też na to narzekamy. Jak w pana oczach wypada w tym zakresie Płock?

- Przyjechałem do was prosto z Siedlec... I Siedlce w porównaniu z Płockiem to dopiero nieznośny chaos! A wasze miasto? Nie odbiega jakoś od polskiej normy, też jest dużo zakłócających przestrzeń reklam. Choć jak powiedziałem, są miasta, gdzie jest dużo gorzej.

Gdzie pan zamieszkał w Płocku?

- W Willi Adriana, przy Kazimierza Wielkiego. Bardzo spoko hotel. Jadłem w paru miejscach, np. w Browarze Tumskim, smacznie, ale nic specjalnie nie zapadło mi w pamięć.

Co zrobiło największe wrażenie w mieście?

- Walnęła mnie wielkość, wysokość skarpy! To coś zupełnie niesamowitego, nigdzie indziej tego nie widziałem. I ci ludzie spacerujący w dole, tacy maleńcy...

Na Facebooku zachwyca się pan katedrą mariawicką.

- Bo jest przepiękna! Byłem przy niej codziennie w trakcie moich trzech dni pobytu w Płocku! Kolor ma obłędny, podobnie jak architekturę. Nie rozumiem tylko, dlaczego stoi krzywo do ulicy...

??? A pan wie? Wychowałam się w pobliżu tej budowli, ale nigdy nie wpadłam na to, że jest krzywo...

-... ale to potęguje tylko jej tajemnicę. Choć rozumiem, że powód jest jakiś prozaiczny, pewnie tę ulicę przebudowywano. Nie udało mi się być w środku, raz spóźniłem się na mszę. Ale dla tej katedry ja jeszcze wrócę do Płocka.

A zabytkowa katedra na Tumach, same Tumy?

- Byłem tam, podobało mi się, ale mnie jednak w moich podróżach nie chodzi szczególnie o zabytki.

No a Tumska? O nią muszę zapytać, bo budzi w płocczanach skrajne emocje.

- Tak, wiem, opowiadali mi moi rozmówcy. Że tam kiedyś było życie, że były drzewa, ławki. No ale znów wdarła się ta okropna polska tendencja do rewitalizacji przez dezielenizację, cha, cha, taki neologizm sobie wymyśliłem. Nagle uznano, że trzeba to, co zielone, zastąpić kamieniem i płytami, w wielu miastach tak się dzieje, szczególnie tych mniejszych. Choć nie, to samo zrobili z wrocławskim Starym Rynkiem, w Warszawie... A przecież nawet głupek wie, że jak jest drzewo, to dla wszystkich jest lepiej.

Co jeszcze spodobało się lub nie w centrum?

- Murale mi się podobały, zwłaszcza jeden w podwórku przy Tumskiej. Czytałem, że Płock był pierwszą stolicą murali, no ale potem tytuł odebrała wam Łódź. No a cała starówka, zwłaszcza wasz Stary Rynek, jakoś się nie spina. Niby jest ładnie, ale kilka kamienic straszy ruinami. Na skarpie straszny jest budynek hotelu Starzyński, okropny! A poprzedni modernistyczny obiekt Marka Leykama był cudowny! Niestety, tak właśnie w Polsce często traktowany był i jest dobry modernizm.

Czasem spotykam się z opinią, że Płock jest architektonicznie nudny, nie wyróżnia go ani żaden genialny budynek, ani nawet żadna makabryła...

- Płock wcale nie jest nudny, przeciwnie, jest ciekawy i atrakcyjny. To idealne miasto na weekendowy wypad z kochanką - bo ma piękne widoki, kilka dobrych hoteli i restauracji ze smacznym jedzeniem. Można bardzo miło spędzić czas. Kiedyś jeden ze znajomych powiedział, że nie rozumie fenomenu Kazimierza nad Wisłą, bo - twierdzi - w Płocku jest o wiele ładniej i ciekawiej.

A Orlen pan widział?

- Wybrałem się na objazd taksówką, już pod wieczór. Ale kombinat wydał mi się zbyt rzeczywisty w Płocku. Jest spektakularny... i tyle.

Po wizycie w naszym mieście pisze pan o wietrze, który wymiata wszystko i wszystkich z ulic, jakby to było jakieś zadupie! Przecież to niesprawiedliwe, gdyby przybył pan w piękny majowy dzień, Płock wyglądałby zupełnie inaczej!

- Ależ oczywiście, że odbiór miasta zależy od momentu, w którym w nim jesteśmy! Dla mnie, a myślę, że i dla czytelników mojej książki będzie to zupełnie zrozumiałe. Ja jestem w każdym z ponad 30 miast, które opiszę, po trzy dni. Siłą rzeczy moje spostrzeżenia to tylko impresje, przez trzy dni nie da się stworzyć uniwersalnej prawdy o tych miejscach.

Pisze pan nie tylko o ulicach, budowlach, ale także o ludziach...

- Bo w tym projekcie to mnie najbardziej interesuje. Miejscowi - jak sobie radzą? I płocczanie nie odbiegają tu od innych. Najbardziej sfrustrowani są ci, którzy szukają pracy i mają problemy z jej znalezieniem. A najmniej ci, którzy sami ją sobie stworzyli, założyli własną działalność, stworzyli swój mały świat, w którym się spełniają. Tak samo jest zresztą z kulturą. Najbardziej w niej uczestniczą ci, którzy ją w jakimś stopniu współtworzą, a ktoś, kto jest tylko odbiorcą, narzeka, że nic się nie dzieje. To zresztą specyfika wszystkich mniejszych miast, w dużych liczba odbiorców jest znaczna i więcej jest wśród nich uczestników życia kulturalnego.

Wybierze się pan do Płocka bez żadnej misji, ot tak, dla przyjemności, z rodziną?

- Nie wiem, czy w tym roku mi się uda, mam mnóstwo obowiązków związanych z książką. Będzie gotowa jesienią i wtedy przyjadę ją promować. Ale taką wycieczkę też na pewno sobie zrobię. Zwiedziłem tyle miast i do wielu nie mam ochoty wracać. A do Płocka - tak.

Gdyby pan zachęcał znajomego... Proszę dokończyć zdanie: Stary, jedź do Płocka, bo...

... bo nigdy nie widziałeś takiej skarpy nad rzeką, jaką tam mają!

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.