Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
- Rok 2016 był zdecydowanie najgorszy w mojej karierze. Niestety, takie są fakty - ocenia 25-letni Byrtek. Grał bardzo mało - w sumie w zaledwie sześciu meczach. Co ciekawe, żadnego z nich nafciarze nie przegrali.

- To jednak dla mnie słaba pociecha, bo jestem młodym, ambitnym zawodnikiem - dodaje Byrtek. - Chcę grać regularnie, nie zamierzam grzać ławy. Każdy ciężko trenuje po to, by się pojawiać na boisku. Nie mam tu absolutnie pretensji do nikogo o to, że tak mało występuję. Trener wybiera skład, to jego zadanie, jego odpowiedzialność. Ja to rozumiem, taki jest sport, wszyscy walczą o pierwszy skład. Ale z drugiej strony nie chcę być rezerwowym, ambicja mi na to nie pozwala, ja muszę grać. Pieniądze to nie wszystko, nie zamierzam odcinać kuponów, nie mam grubo po trzydziestce.

Byrtek ma kontrakt do końca sezonu 2016/2017, ale jest jednak na tyle niezadowolony ze swojej sytuacji, że zamierza rozstać się z Wisłą już w przerwie zimowej.

- Poproszę o rozwiązanie kontraktu - potwierdza Damian. - Chciałbym zmienić klub i spróbować sił w innym, zapewne pierwszoligowym, by mieć szansę stałych występów. I podkreślam: to decyzja wynikająca z czysto sportowych aspektów. Płock, ludzie, klub - wszystko tu mi się podoba, jest bez zarzutu. Ale ja po prostu chcę grać.

25-latek pochodzi z Bielska-Białej, od dzieciaka interesowała go piłka, więc rozpoczął sportową ścieżkę w Podbeskidziu. Mierzący 193 cm obrońca czynił szybkie postępy, w 2012 roku rozegrał kilkanaście spotkań w ekstraklasie, zaliczył dwa występy w reprezentacji Polski do lat 21.

Grał także w KSZO, Okocimskim Brzesko, w końcu trafił do pierwszoligowego Chrobrego Głogów. Z bardzo dobrej strony pokazał się w rundzie jesiennej sezonu 2015/2016, w wielu zestawieniach znalazł się w czołowej "jedenastce" rundy. Po świetnie spisującego się defensora sięgnęła więc płocka Wisła, zapłaciła odstępne i w końcu 2015 r. ściągnęła Byrtka do Płocka.

- Chciałem powalczyć o ekstraklasę, a Wisła miała bardzo duże szanse na awans - tłumaczy Damian Byrtek. - Rozmawiałem też z Damianem Piotrowskim, z którym wcześniej występowałem w Chrobrym, przekazał mi pozytywne informacje o płockim klubie. No i nie ma co ukrywać, że zaproponowano mi w Wiśle dobre warunki finansowe.

Wiosną tego roku Byrtek długo walczył o miejsce w podstawowym składzie, wreszcie w kwietnie zagrał dwa pełne mecze: Wisła zremisowała 1:1 w Grudziądzu i wygrała 2:1 w Bytowie. W końcu kwietnia Damian wyszedł w podstawowym składzie nafciarzy w Olsztynie, ale zszedł już w 25. minucie z powodu kontuzji barku. Wisła zremisowała bezbramkowo, a rosły obrońca nie zagrał już do końca sezonu.

W czerwcu zespół z Płocka świętował długo wyczekiwany awans do ekstraklasy. - To był wielki sukces, ale ja niestety nie pomogłem w jego wywalczeniu - skromnie mówi Damian Byrtek.

Przed występami w ekstraklasie Wisła dokonała wielu transferów, także w bloku obronnym. Byrtek odzyskał zdrowie, ale o miejsce na boisku było jeszcze trudniej niż wiosną. Defensor z Bielska Białej wszedł na ostatnie kilka minut w meczach z Ruchem w Chorzowie (czwarta kolejka, 2:2) i u siebie z Jagiellonią (piąta kolejka, 1:0). Potem na długo ugrzązł na ławce rezerwowych, kibice zobaczyli go na murawie stadionu przy Łukasiewicza dopiero w sobotę w ostatnich trzech minutach szalonego meczu z Ruchem (4:3).

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.