Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
Był to ostatni mecz płocczan w tym roku. Nafciarze pojechali do Mielca bez Sime Ivica i Adama Wiśniewskiego. Byli zdecydowanym faworytem, w tym sezonie przegrali tylko jedno z 14 spotkań, gospodarze mieli na koncie pięć zwycięstw i dziewięć porażek. W Płocku nafciarze pokonali Stal aż 37:18.

Mielczanie objęli prowadzenie w tym meczu, ale kolejne sześć bramek zdobyli nafciarze i po ośmiu minutach było 6:1. Wtedy przy głośnym dopingu swoich fanów Stal zaczęła grać znacznie lepiej, a Wisła straciła skuteczność. Po pięciu minutach strzelecką niemoc płocczan przełamał Michał Daszek, trafił z kontry na 7:3. W bramce świetnie spisywał się w tym okresie Adam Morawski, który bronił z ponad 50-procentową skutecznością.

W 20. minucie bramkę na 12:5 rzucił Zbigniew Kwiatkowski, co raczej jest rzadkim widokiem w przypadku tego specjalisty od obrony. Nafciarze nie forsowali wielkiego tempa, ale grali dokładnie, nie robili zbyt wielu błędów, więc przewaga systematycznie rosła.

"Czeczeńcy", jak nazywani są zawodnicy Stali, nie była w stanie zbyt często sforsować obrony Wisły, a jeśli to się udało, wielką zaporą był Morawski. Ostatnie dwa gole zdobył... wypożyczony do Stali wychowanek płockiego klubu bramkarz Tomasz Wiśniewski, trafiając do pustej bramki. Co ciekawe, po pierwszej połowie był obok Michała Krygowskiego, obaj zanotowali po dwa trafienia, był najskuteczniejszym zawodnikiem Stali Mielec. Nafciarze schodzili do szatni na przerwę prowadząc 18:8.

W drugiej części gra się wyrównała, kwadrans przed końcem na tablicy pojawił się wynik 25:15. Ale gdy mielczanie zaczęli okazywać zmęczenie i łapać dwuminutowe kary, Wisła znów "odjechała", siedem minut przed końcem było już 32:16, mecz zakończył się wynikiem 34:20. Trener Piotr Przybecki dał pograć m.in. rekonwalescentowi Mateuszowi Piechowskiemu. Był to jego drugi występ w tej rundzie.

Adam Morawski zanotował w Mielcu skuteczność na poziomie 46 proc. W ataku brylował prawoskrzydłowy Michał Daszek, który trafił aż 9 z 10 rzutów. Sześć bramek dołożył grający również na prawym skrzydle Valentin Ghionea. A pięć trafień zaliczył lewoskrzydłowy Lovro Mihić.

Był to ostatni mecz nafciarzy w tym roku. Na ligowe i europejskie parkiety wrócą dopiero w lutym przyszłego roku.



Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.