Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
Spotkanie na stadionie przy Łazienkowskiej w piątek o godz. 20.30, transmisja w Canal+ Sport. Z trybun obejrzy je ok. 1,3 tys. fanów Wisły Płock, w tym 250-osobowa grupa "przyjaciół po szalu" Stomilu Olsztyn.

Zaczyna brakować wolnych autobusów. Kibice Wisły Płock jadą do Warszawy

Kibice marzą, by piłkarze Wisły poszli w ślady starszych kolegów, którzy w 2006 r. pokonali Legię (2:1) na jej terenie w meczu o Superpuchar. Gole dla Wisły: Paweł Magdoń i Paweł Sobczak, dla Legii Tomasz Kiełbowicz.

W składzie ówczesnej Wisły pod wodzą trenera Josefa Csaplára byli m.in. Žarko Belada, Wahan Geworgian, Patryk Rachwał, Dariusz Romuzga. W Legii - Łukasz Fabiański, Miroslav Radović (teraz też jest w Legii, ale nie zagra, bo pauzuje za żółte kartki), Roger, Artur Jędrzejczyk.

- Doskonale zdajemy sobie sprawę z ogromnej siły ofensywnej Legii, ale my lubimy grać z takimi rywalami - mówi prezes Wisły Płock Jacek Kruszewski. - Wiemy, że czeka nas bardzo trudny mecz, ale nikt nie zabroni nam walczyć. By myśleć o dobrym wyniku, musimy gryźć, deptać, szarpać murawę przy Łazienkowskiej. Cieszę się, że do Warszawy jedzie tak liczna grupa fanów Wisły. To wsparcie powinno dodać skrzydeł naszym piłkarzom. I choć teraz, podobnie jak 10 lat temu, nikt na nas nie stawia, to myślę, że w Warszawie stać nas na dobry wynik.

Najważniejsze jest to, by po ostatnich niepowodzeniach - ośmiu meczach bez zwycięstwa - uspokoić głowy piłkarzy. By nie tylko stwarzali sytuacje, ale umieli je wykorzystać, by w tych kluczowych momentach nie zabrakło zimnej krwi.

Po ostatnim bezbramkowym remisie z wicemistrzem kraju Piastem Gliwice, trener Marcin Kaczmarek podkreślał, że w tej bardzo trudnej sytuacji jego piłkarze dają mu wiarę, że zła seria się odmieni. Podstawą do tego - jak uzasadniał - jest bardzo duża determinacja piłkarzy w dążeniu do jej przełamania. Na ile tej determinacji i woli walki wystarczy nafciarzom w trzech kończących tegoroczne zmagania w ekstraklasie meczach z Legią, Ruchem i Jagiellonią?

- O determinację możemy być spokojni - uważa trener Wisły Marcin Kaczmarek. - Przed nami trzy bardzo trudne mecze. Z Legią nie będziemy zaklinać rzeczywistości, bo bez względu na to, kto z nią gra w kraju, my też musimy się liczyć, że gramy z najlepszym polskim zespołem.

Pozostałe spotkania są równie istotne. Z Ruchem Chorzów będzie ważne w kontekście miejsca w tabeli i bezpośrednich spotkań z rywalem, z którym najprawdopodobniej Wisła będzie walczyć o utrzymanie w ekstraklasie. - Urasta do rangi najbardziej istotnego z tych trzech, które mamy do rozegrania - zauważa Marcin Kaczmarek. - Ale nie zamierzam się kłaść zarówno przed Legią, jak i Jagiellonią. Tym bardziej że przed własną publicznością z tą ostatnią wygraliśmy. Ale o Jagiellonię będę się martwił po Ruchu. Teraz jest Legia. Bardzo ciężko pracowaliśmy, by takie mecze rozgrywać. Niezależnie od sytuacji, w której jesteśmy, chciałbym, aby ten mecz dał nam satysfakcję. I odpowiednią motywację. Bo nie każdy może grać z zespołem, który niedawno zremisował z Realem Madryt.

Dodaje też, że kibice również powinni być dumni, że mogą uczestniczyć w tym wydarzeniu nie tylko jako postronni obserwatorzy, ale jako kibice drużyny, której nie mieli w ekstraklasie od 9 lat. - Ja jestem dumny, że w takim meczu mogę być trenerem Wisły. Traktujemy go niesłychanie prestiżowo, ale zdajemy sobie sprawę ze skali trudności. Jedziemy do jaskini lwa, ale zrobimy wszystko, by pokazać pazurki - zapowiada szkoleniowiec płockich futbolistów.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.