Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
Wielu kibiców z Płocka w końcu mogła odetchnąć ulgą sprawdzając przedmeczowe składy. Bo oto w wyjściowej jedenastce znalazł się 32-letni Bartłomiej Sielewski. Dla wychowanka płockiego klubu, to wielki dzień nie tylko w tym sezonie, ale nawet w karierze, bo po raz pierwszy posmakował gry w ekstraklasie.

Dziewięć lat trwała walka Wisły o powrót do ekstraklasy, w poprzednim sezonie dopięła swego. Bartłomiej Sielewski był jednym z najmocniejszych punktów zespołu, który walnie przyczynił się do tego sukcesu. Na debiut w ekstraklasie przyszło mu czekać tylko, a może aż 17. kolejek. - Nie czułem stresu, był to mecz jak każdy inny. No, może trochę więcej kamer na stadionie. Większą uwagę skupiałem na tym, że nie grałem w pierwszym składzie od czterech miesięcy. To stanowiło dla mnie większą przeszkodę, niż stres związany z debiutem w ekstraklasie - podkreśla w rozmowie z "Wyborczą" wychowanek Wisły Płock. Smutno dodaje: - Najbardziej zależało mi na tym, by drużyna przełamała trwającą od ośmiu spotkań serię bez zwycięstwa. By w końcu zdobyła trzy punkty. Niestety, ale się nie udało. Remis w tym spotkaniu zupełnie nas nie satysfakcjonuje. Graliśmy o pełną pulę. Nie można nam zarzucić, że nie stwarzamy sytuacji, bo z Piastem mieliśmy ich kilka. Problem w tym, że żadnej nie wykorzystaliśmy. Szkoda, bo gdyby piłka po strzale Arka Recy wpadła do siatki, to grałoby nam się o wiele łatwiej, mecz by się otworzył. Myślę, że trzy punkty zostałyby w Płocku.

Bartłomiej Sielewski zaliczył dobry występ i wyszedł z meczu trochę poobijany. Na czole miał potężnego guza i spore rozcięcie. - Stało się to w ferworze walki. Przy jednym ze stałych fragmentów gry z jednym z zawodników Piasta zderzyliśmy się głowami. Ale już zapomniałem o tej sytuacji - dodaje obrońca Wisły Płock. - Jak oceniam swój debiut? Obrońcę rozlicza się przede wszystkim z tego, ile bramek traci zespół. Z Piastem nie straciliśmy żadnej. Ale to marne pocieszenie, bo nam chodziło o zwycięstwo.

Nafciarze mają jeszcze do rozegrania w tym roku trzy mecze ligowe. 2 grudnia na wyjeździe z Legią Warszawa, u siebie z Ruchem Chorzów (10 grudnia o godz. 18) i na wyjeździe z Jagiellonią Białystok (17 grudnia). - Póki co, interesuje nas najbliższy mecz z Legią. Zrobimy wszystko, by z bardzo trudnego terenu w Warszawie wywieźć punkty. By jeszcze w tym roku ich trochę uciułać - podkreśla Bartłomiej Sielewski.

Kilka dni przed meczem z Piastem, odbyło się spotkanie zarządu, trenera i piłkarzy z kibicami. - Nasi fani pokazali, że są z nami, udzielili nam wsparcia - opowiada obrońca płockiego zespołu. - Padło też wiele słów prawdy, ale trudno też oczekiwać od kibiców, by udawali, jak to jest pięknie, różowo, skoro od kilku spotkań nie możemy wygrać. Porozmawialiśmy, wyjaśniliśmy sobie kilka kwestii. I myślę, że oczyściliśmy atmosferę. Przychodząc na spotkanie, pokazali, że są z nami, że zależy im na klubie. Nie są obojętni na to, co się dzieje. Wszyscy w zespole cieszymy się, że mamy takich kibiców. Ja ze swojej strony dziękuję im za to, że tak ciepło mnie przywitali na boisku. W tak chłodny dzień, od razu zrobiło się cieplej. Szacunek dla nich, że pomimo niesprzyjających warunków, są z nami na dobre i na złe.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.