Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
Po 16 kolejkach nafciarze zajmują 15., przedostatnie miejsce z dorobkiem 16 punktów. Wicemistrz Polski z Gliwic także spisuje się poniżej oczekiwań, jest 12., ma dwa punkty więcej.

Piłkarze z Płocka mają katastrofalną serię, w siedmiu ostatnich meczach zdobyła zaledwie dwa punkty. W kilku meczach nie była gorsza od rywala, czasami brakło szczęścia, a także - skuteczności. Za wrażenie artystyczne nikt punktów nie przyznaje, więc płocczanie lecą w dół tabeli i z meczu na mecz grają pod coraz większą presją.

W tym roku Wisłę czekają jeszcze arcytrudne wyjazdy do Warszawy i Białegostoku oraz potyczka u siebie z mającym tylko punkt więcej Ruchem Chorzów. Jasne jest, że kompletu punktów trzeba szukać w potyczkach z Piastem i Ruchem.

Zespół z Gliwic na wyjazdach prezentuje się dość słabo, przegrał cztery z pięciu ostatnich pojedynków, ale wygrał w Gdyni. Poza własnym boiskiem traci sporo, bo dwie bramki na mecz, więc defensywa nie jest raczej monolitem. Pytanie, czy Wisła wreszcie to wykorzysta.

Przypomnijmy, że w lipcu w drugiej kolejce piłkarze Wisły przegrali w Gliwicach 1:2, choć po siedmiu minutach prowadzili 1:0 po trafieniu Arkadiusza Recy.

Po czterech miesiącach Wisła personalnie wygląda nieco inaczej. W Gliwicach od początku grali Mikołaj Lebedyński (obecnie GKS Katowice), Cezary Stefańczyk, Vitalij Hemeha, Reca i Dimitar Iliev, którzy ostatnio raczej są zmiennikami lub oglądają pojedynki z ławki.

Ostatnie pół godziny z Piastem zagrał Damian Piotrowski, który wciąż dochodzi do formy po kontuzji. Grą kierował Dominik Furman, a nie zagra w niedzielę, to kara za czwartą żółtą kartkę. W Gliwicach nie było jeszcze Siergieja Kriwca i Giorgi Merebaszwilego.

Wcześniej Wisła bardzo rzadko grała z Piastem. Ponad pięć lat temu w pierwszej lidze wygrała na stadionie przy Łukasiewicza 1:0. Na ostatni kwadrans wszedł Kamil Biliński i dwie minuty przed końcem trafił do siatki. Szkoda tylko, że po sezonie rywal awansował do ekstraklasy, a płocczanie spadli do drugiej ligi.

Pełne 90 minut rozegrał wówczas obrońca Bartłomiej Sielewski, wychowanek Wisły, który sezon 2010/2011 spędził właśnie w Piaście. W bramce drużyny z Gliwic wciąż stoi 35-letni Jakub Szmatuła.

- Z Piastem nie będzie łatwo, to drużyna groźna, dobrze zorganizowana. Miała problemy na początku sezonu, nie idzie im tak dobrze, jak rok temu. Ale po powrocie na trenerską ławkę Radoslava Latala widać poprawę - ocenia Bartłomiej Sielewski. - Ale my się nie poddajemy, każdy punkt jest bardzo ważny. Wierzymy w pokonanie Piasta, zła passa w końcu musi się odwrócić. W końcu wejdziemy na właściwe tory i będziemy punktować, by w miarę spokojnie spędzić przerwę przed drugą częścią ligi.

32-letni Sielewski wciąż czeka na szansę i debiut w ekstraklasie. W ubiegłym sezonie był podstawowym graczem Wisły, teraz zagrał tylko w pucharowym starciu w Mielcu.

- Każdy trenuje po to, by grać. Nie jestem w komfortowej sytuacji, ale się nie poddaję, staram się ciężko trenować, pokazywać dobrą dyspozycję - dodaje obrońca nafciarzy. - Wprawdzie w obronie zbyt często nie dokonuje się zmian, ale wierzę, że w końcu zacznę grać.

Mecz Wisła - Piast w niedzielę o godz. 15.30, transmisja w Canal+ Sport.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.