Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
Nie ma co ukrywać, że dla wielu chłopaków to będzie turniej z cyklu: teraz albo nigdy. Jeszcze tylko (mam nadzieję, że się zakwalifikujemy) igrzyska w Rio i wielu zawodników, nawet jeśli od razu nie rozstanie się z kadrą, to raczej wejdzie już w inny etap sportowej kariery. To naturalna kolej rzeczy. Skończy się pewna era w naszym handballu i jakże pięknie byłoby nazwać ją kiedyś: złotą.

Z reguły nie lubię - tak popularnego u nas - pompowania balonu oczekiwań przed ważnymi turniejami. Tym razem jednak nie mogę się powstrzymać. Naprawdę w ciągu ostatniej dekady osiągnęliśmy w polskiej piłce ręcznej - reprezentacyjnej i klubowej - ogromnie dużo. Brakuje tylko postawienia przysłowiowej kropki nad i. Kiedy więc ją postawić, jak nie u siebie w domu? Nie boję się, że chłopaków zje trema, przytłoczy balast oczekiwań kibiców. Doświadczenie turniejowe mamy ogromne, kadra gra w Polsce zawsze w halach pękających w szwach, takich zakończonych happy endem horrorów nie przeżyła chyba żadna inna reprezentacja. To wszystko daje siłę.

Sportowo jesteśmy mocni. Pewnie brak Mariusza Jurkiewicza boli, ale nie oszukujmy się - to było do przewidzenia i na pewno trener się z tym liczył. Paradoksalnie jednak takie osłabienie może drużynę... uskrzydlić, a przeciwników zdezorientować (niestety, pokazali nam to ostatnio w Płocku młodzi chłopcy z Zagrzebia podczas meczu Ligi Mistrzów). Jestem pewien, że Michael Biegler, jako wytrawny niemiecki taktyk, przygotuje jakieś rozwiązania zaskakujące przeciwnika. Może będziemy częściej grać na "dwa koła"? Może więc będą to mistrzostwa Kamila Syprzaka? Chłopak ten osiągnął już w zawodowej piłce ręcznej niesamowicie wiele. W klubowej wyżej zajść nie może, w reprezentacji bardzo szybko przeszedł drogę od "pokazał się z dobrej strony" do "stanowi o jej sile". Od postawy Kamila może na tych mistrzostwach sporo zależeć.

Po turnieju w Hiszpanii pozytywem napawa postawa naszych bramkarzy. Nawet laik już dzisiaj wie, że w handballu wszystko zaczyna się od bramki. Cieszy, że do grona do tej pory żelaznej dwójki turniejowej (Sławomir Szmal, Piotr Wyszomirski) dołączył nasz Marcin Wichary. Trener ma pewnie małą "zagwozdkę" na kogo postawić, ale pamiętajmy, że nawet w trakcie mistrzostw jest możliwość powoływania graczy spoza oficjalnie zgłoszonych do turnieju.

O klasie Michała Jureckiego czy Krzyśka Lijewskiego wszyscy wiemy. Po ostatnich mistrzostwach świata pewnie każda drużyna już wie, na co stać Michała Szybę. Ponieważ piłka ręczna stała się sportem niezwykle szybkim, liczę że kontry pewnie będą kończyć nasi skrzydłowi.

W ogóle liczę, że będą to udane mistrzostwa pod każdym względem. Sportowo wiadomo, że na mistrzostwach Europy nie ma słabych spotkań. Poziom jest tak wyrównamy, że emocje są gwarantowane. Telewizja także według mnie będzie potrafiła dobrze całą imprezę pokazać. O frekwencję na spotkaniach nie musimy się martwić i mam nadzieję, że, podobnie jak na piłkarskim Euro, organizacyjnie zadziwimy świat. Idą ponoć mrozy, ale w strefach kibica - wierzę - że będzie gorąco. Liczę na wielkie święto handballa. Chciałbym, żeby ludzie mówili o mistrzostwach w pracy, w szkole, w domu, na ulicach. Niech będzie wspólne oglądanie, dyskutowanie, komentowanie, zabawa. Także w Płocku, który przecież piłką ręczną stoi.

A swoją drogą może wśród trenerów zagranicznych ekip będziemy oglądali przyszłego trenera Wisły? Wróble ćwierkają, że wśród kandydatów jest obecny szkoleniowiec Danii, Islandczyk Gudmundur Gudmundsson. Ale na razie to zostawmy. Na razie niech liczy się tylko Polska! Bukmacherzy jak zwykle stawiają na Francję, ale po meczu w grupie możemy się z nią spotkać dopiero w finale. A kiedyś przecież muszą przegrać.

*Autor to wychowanek Wisły Płock, wielokrotny mistrz i reprezentant Polski.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.