Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
- To jak spełnienie marzeń - zgodnie przyznają nasi rozmówcy. Udział w mistrzostwach rozpoczną od pojedynku najbardziej utytułowanej drużyny piłki ręcznej na świecie ostatnich lat - Francji - z Macedonią. Potem temperatura znacznie wzrośnie. Ich zadaniem będzie rozgrzać 15 tys. fanów, głównie z Polski.

- W naszej pracy spikerskiej nie mieliśmy jeszcze do czynienia z tak potężną widownią. Ale nie czujemy presji, jesteśmy podekscytowani - dodają Kuba i Wojtek.

Nagrywałem swoje komentarze na dyktafon

Obaj są z Płocka. Wojciech Wiśniewski ma 26 lat. Jest dziennikarzem, pracował m.in. w "Gazecie Wyborczej", pisał o sporcie. Jego marzeniem od najmłodszych lat było komentowanie wydarzeń sportowych. Wspomina: - Jako 14-letni chłopak nagrywałem swoje komentarze na dyktafon. Potem odsłuchiwałem i wychwytywałem błędy językowe, jakie popełniałem. Byłem wtedy zafascynowany pracą spikera i komentatora, a to za sprawą dziennikarza nc+ Andrzeja Twarowskiego, który przed startem sezonu w lidze angielskiej mówił: "Siadamy głęboko w fotelach, zapinamy pasy i startujemy...". Po tych słowach miałem ciarki na plecach. Po latach dostałem zaproszenie od nc+ na jednodniowy staż, mogłem zobaczyć, jak wygląda praca komentatora od kuchni. Spróbować swoich sił.

Wojtek pochodzi z usportowionej rodziny. Sam był kiedyś zawodnikiem Wisły Płock. Grał w juniorach, ale często borykał się z kontuzjami, przez co nie pojechał z drużyną na mistrzostwa Polski. A ta zdobyła tytuł. W składzie występowali wówczas m.in. bracia Adrian i Damian Piórkowscy, Jarosław Suski.

W szczypiorniaka grały też jego mama Lidia oraz siostra Karolina. Tata Janusz nie grał, ale w domu to on wie o historii płockiej piłce ręcznej najwięcej.

Pamiątkowy bilet z numerem 0001

Rodzina Wiśniewskich to też zgrana grupa kibiców. Są niemal na wszystkich meczach z udziałem piłkarzy ręcznych Orlen Wisły zarówno w płockiej hali, jak i tych na wyjeździe. Wojciech Wiśniewski: - Zobaczyliśmy już wszystkie hale drużyn występujących w Superlidze. Jeździliśmy na wszystkie mecze Wisły i dodatkowo był fun na beniaminkach, bo to było coś nowego. Oczywiście z wyjazdów do Kielc nigdy nie rezygnowaliśmy (śmiech). Kiedyś próbowałem policzyć wszystkie mecze, na których byliśmy i zdzieraliśmy gardła. Była ich co najmniej setka. Jako zapalony kibic uczestniczyłem w zorganizowanym dopingu, a moim rozpoznawalnym atrybutem był... bęben.

Co ciekawe, Wojtek jest posiadaczem pamiątkowego biletu z numerem 0001 z historycznego meczu z mistrzami Niemiec - THW Kiel (32:31), który odbył się w 2005 roku. - Pamiętam, że tata musiał stać za tą wejściówką kilka godzin pod kasami hali Chemika. Ale się opłaciło - uśmiecha się Wojtek. - Zapamiętałem też rozmowy z tatą, który studził mój optymizm przed tym meczem. Cały czas podkreślał, że nie mamy szans wygrać z THW, bo do Płocka przyjechał Bayern Monachium piłki ręcznej. Chciał mnie, młodziaka, sprowadzić na ziemię, ale wyszło na odwrót.

Byłem obrażony, kiedy miałem iść do hali

Jakub Chonchera ma 29 lat. Jest dziennikarzem radiowym, od ośmiu lat związany z ESKĄ. Sam o sobie mówi: zapalony brodacz i miłośnik sportu - od mistrzostw świata w piłce ręcznej po podwórkowe zawody w dwa ognie. Imprezy sportowe i nie tylko prowadzi od 2004 roku. Był m.in. spikerem na meczach piłkarzy ręcznych i nożnych Wisły Płock, komentował finały Pucharu Polski w obu tych dyscyplinach.

- Ja nie mam tak barwnej historii. Byłem dość opornym dzieckiem - puszcza oko Kuba. - Mój ojciec musiał mnie siłą zabierać na mecze piłki ręcznej. Byłem obrażony, kiedy miałem iść do hali. Były lata 90., a ja byłem wtedy pod urokiem Juventusu Turyn, który święcił triumfy w Europie. Żyłem piłką nożną. W Szkole Podstawowej nr 17 mieliśmy drużynę, w której grałem jako bramkarz. Pojechaliśmy kiedyś na turniej, podczas którego pokonaliśmy po rzutach karnych zespół pod nazwą Polonia Warszawa. Wówczas zaliczyłem debiut przed kamerami Canal+.

Ale fascynacja piłką nożną zaczęła szybko mijać. Po przejściu do gimnazjum, będąc o głowę wyższy od swoich rówieśników, próbował w nich zaszczepić najpierw miłość do koszykówki, a w szkole średniej do siatkówki. Grał w Miejskiej Lidze Biznesu. - Były to czasy, kiedy ważyłem o wiele mniej - śmieje się Kuba. - Pod okiem trenera Mirosława Nisztora trenowałem też m.in. skok wzwyż. Potrafiłem jako jedyny w grupie pokonać flopem poprzeczkę zawieszoną na wysokości mojego wzrostu. Mierzyłem 186 cm. Potem przytrafiła mi się kontuzja kostki. I tak zakończyły się marzenia o byciu sportowcem.

Spojrzałem na tę dyscyplinę zupełnie inaczej

Do piłki ręcznej przekonał go... Andrzej Marszałek. Były bramkarz Wisły, ikona płockiej piłki ręcznej podczas jednego z meczów w hali Chemika zdobył bramkę, przerzucając całe boisko. Kuba Chonchera: - Spojrzałem na tę dyscyplinę zupełnie inaczej niż wtedy, gdy byłem małym, opornym dzieckiem. Spodobało mi się to, że ta gra jest tak widowiskowa. Że bramkarz zdobywa bramki. Że na parkiecie jest dużo walki i w ciągu godziny pada kilkadziesiąt bramek. Piłka ręczna towarzyszy mi od momentu, gdy zacząłem pracę w radiu, czyli od blisko dziewięciu lat. Potem byłem spikerem na meczach Wisły w hali Chemika, debiutowałem w spotkaniu z islandzkim Haukarem Hafnarfjordur.

Kuba bardzo mocno ceni sobie też współpracę z Bogdanem Wolnym, płockim dziennikarzem, który od wielu lat zajmuje się spikerką. - Nauczył mnie tej trudnej pracy z mikrofonem. Był czas, że razem prowadziliśmy imprezy, a potem zwerbowałem Wojtka - opowiada Kuba. - Jest z nas dobrana para. Przez parę lat jeździliśmy z Wojtkiem razem z kibicami na mecze Orlen Wisły. Jeszcze wtedy mogliśmy się spóźniać, ale teraz nie możemy sobie na to pozwolić.

Czuliśmy, że jesteśmy blisko Euro

A dokładnie od 2013 roku, kiedy narodził się pomysł założenia grupy ZG Spikerzy, która zajęła się robieniem relacji na żywo z meczów wyjazdowych Orlen Wisły. Dziś w CV mogą sobie również wpisać prowadzenie wielu eventów, m.in. Camp Artura Siódmiaka, turnieje piłki ręcznej plażowej. I wiele innych, które odbywały się w dużych halach, m.in. Ergo Arenie czy Torwarze.

Ale kluczowe dla nich imprezy odbyły się w ubiegłym roku. Najpierw zostali zaproszeni na testy razem ze swoimi didżejami Jarkiem i Wojtkiem (obaj są z Wolsztyna) do poprowadzenia Olimpijskiego Pożegnania Lata w Międzynarodowym Centrum Kongresowym w Katowicach. Tam Związek Piłki Ręcznej w Polsce miał Strefę Euro 2016. A pod koniec grudnia - turniej towarzyski Christmas Cup z udziałem reprezentacji Polski, Ukrainy, Czech i Iranu.

Kuba i Wojtek: - To, że Związek Piłki Ręcznej w Polsce nas zauważył i zaprosił na testy, to zasługa Huberta Czwarno z Fundacji Akademia Sportu w Gdańsku, który nas zarekomendował. Bardzo serdecznie mu za to dziękujemy! Już wtedy czuliśmy pismo nosem, że jesteśmy blisko Euro. Myśleliśmy jednak, że poprowadzimy mecze w jednej z trzech hal w Gdańsku, Wrocławiu lub Katowicach. Wcześniej pojawiła się myśl o tym, że będziemy animatorami różnych zabaw, będziemy organizować konkursy w strefie kibica w Płocku. Nie spodziewaliśmy się, że dostaniemy propozycję poprowadzenia grupy z polską reprezentacją!

Damy z siebie wszystko!

Okazało się, że spodobali się organizatorom. Musieli jednak przejść specjalne szkolenie, na którym poznali swoje obowiązki.

Wojtek: - Niestety, jako spikerzy nie możemy prowadzić dopingu w trakcie meczu ani do niego zachęcać. Możemy to zrobić przed meczem. Oficjalnie też zaprezentujemy zawodników obu drużyn. Nad prawidłowym przebiegiem będą czuwać przedstawiciele Europejskiej Federacji Piłki Ręcznej...

Kuba: -... ale przede wszystkim mamy siebie. Podzieliliśmy się obowiązkami, ja będę wyczytywać nazwiska serbskich zawodników, Wojtek przedstawi Polaków. Jeden drugiego będzie pilnować, by nie przekroczył czasu przeznaczonego na prezentację.

Kuba i Wojtek zgodnie podkreślają: - Wiemy, jak sprawić, by krakowska hala Tauron Arena była rozgrzana do czerwoności. Mamy plan, którego póki co nie zdradzimy. Udział w tej imprezie to dla nas wielka szansa. Wskoczyliśmy wydawałoby się wcześniej na nieosiągalny poziom, który musimy utrzymać. Damy z siebie wszystko! W końcu kibicowanie i szaleństwo na punkcie piłki ręcznej mamy we krwi. I tym postaramy się zarazić publiczność w Krakowie.

Po zakończeniu pierwszej rundy ZG Spikerzy przeniosą się na fazę główną turnieju do Wrocławia, gdzie zagrają po trzy najlepsze zespoły z grup C i D. W pierwszej z nich zmierzą się Hiszpania, Szwecja, Niemcy i Słowenia. W tej drugiej wystąpią: Dania, Węgry, Czarnogóra i Rosja.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.