Jest taka obiegowa opinia, że pierwszy własny dom to zawsze jakieś większe czy mniejsze nieporozumienie, a dopiero trzeci zbudujemy taki, jakim być powinien.

– Najlepiej, żeby każdy wiedział, czego chce, miał oczekiwania zarówno co do estetyki, jak i funkcjonalności – podkreśla Tomasz Królikowski. – Kupowanie gotowego projektu to skazanie się na wizję architekta, co wcale nie musi być złe, bo możemy stwierdzić: tak, właśnie o to nam chodziło! Ale też każdy, kto decyduje się na zakup czy budowę domu, musi mieć świadomość, że to są inne obowiązki niż w przypadku mieszkania. Bo dochodzi np. dbanie o teren, ogród, gromadzenie opału. Owszem, są też domy tzw. bezobsługowe, ale trzeba sobie zadać pytanie: na ile i czy w ogóle mnie stać taki? Bo komfort niestety nie jest tani. Trzeba się zastanawiać: na ile muszę i mogę się angażować. Poza tym dom jest trudniej sprzedać niż mieszkanie. No i na starość lepiej być bliżej ludzi, więc należy starannie przemyśleć lokalizację.

Nie na pokaz

Płocki architekt, bazując na swoich doświadczeniach, mówi, że często budujemy bez sprecyzowanych własnych oczekiwań. Kupujemy działkę obok już zabudowanej, widzimy na tej sąsiedniej dom, który nawet nam się podoba, więc decydujemy się na podobny. Tylko że ma być jeszcze większy, jeszcze okazalszy. – Nie można mieć domu na pokaz – podkreśla Królikowski.

Pozostało 83% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej