Jest taka obiegowa opinia, że pierwszy własny dom to zawsze jakieś większe czy mniejsze nieporozumienie, a dopiero trzeci zbudujemy taki, jakim być powinien.

– Najlepiej, żeby każdy wiedział, czego chce, miał oczekiwania zarówno co do estetyki, jak i funkcjonalności – podkreśla Tomasz Królikowski. – Kupowanie gotowego projektu to skazanie się na wizję architekta, co wcale nie musi być złe, bo możemy stwierdzić: tak, właśnie o to nam chodziło! Ale też każdy, kto decyduje się na zakup czy budowę domu, musi mieć świadomość, że to są inne obowiązki niż w przypadku mieszkania. Bo dochodzi np. dbanie o teren, ogród, gromadzenie opału. Owszem, są też domy tzw. bezobsługowe, ale trzeba sobie zadać pytanie: na ile i czy w ogóle mnie stać taki? Bo komfort niestety nie jest tani. Trzeba się...

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej