Po golu w 51. minucie Wisła prowadziła z liderem ekstraklasy 1:0. Kilkanaście minut później po drugiej żółtej, a w konsekwencji czerwonej kartce boisko opuścił napastnik płockiej drużyny Grzegorz Kuświk. Lechia, która walczy o tytuł mistrzowski robiła wszystko, by tego meczu co najmniej nie przegrać. Zegar pokazywał 75. minutę, gdy do piłki w polu karnym Wisły próbował dojść Artur Sobiech. Chciał oddać strzał, ale nie trafił w futbolówkę i padł na murawę, jakby właśnie zderzył się ze ścianą.

Najbliżej napastnika Lechii był debiutujący w barwach płockiego klubu Australijczyk Jake McGing. To on rzekomo miał najpierw nadepnąć na stopę zawodnika Lechii, a później „wjechać” kolanem w jego udo. Teorie te nie mają jednak żadnego pokrycia w powtórkach telewizyjnych. Na ujęciach z kamer nie widać, by doszło tam do kontaktu. A już na pewno nie takiego, który kwalifikowałby się na rzut karny.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej