O tym, że coś złego dzieje się w tym gospodarstwie, przekonali się już w 2016 r.

– Wtedy pojechałam tam jeszcze jako wolontariuszka hotelu dla zwierząt w pobliskiej Małej Wsi. To z niego ten pan adoptował suczkę owczarka niemieckiego. Podczas wizyty poadopcyjnej okazało się, że Lusia jest w tragicznym stanie – mówi pani Aneta, dziś członkini OTOZ Animals.

Zwierzę miało głębokie rany, a właściciel przekonywał, że to choroba skóry. Wypytywany przez wolontariuszy w końcu przyznał się, że polewał psiaka ropą (tak samo miał postępować również z innymi czworonogami), by w ten sposób go wyleczyć.

– Byliśmy w szoku! Poza tym pies nie miał żadnej choroby skóry. Jego stan był wynikiem zaniedbania i złych warunków – dodaje pani Aneta.

Sara też przeżyła piekło

Lusia została odebrana właścicielowi, ale ten za jakiś czas przyprowadził nową suczkę. I ona także przeszła piekło. – Pojechaliśmy tam na kontrolę, a Sara leżała, w ogóle się nie podnosiła. Została czymś uderzona, miała problem z tylnymi łapkami – opowiada nasza rozmówczyni.

Twoja przeglądarka nie ma włączonej obsługi JavaScript

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Pełne korzystanie z serwisu wymaga włączonego w Twojej przeglądarce JavaScript oraz innych technologii służących do mierzenia liczby przeczytanych artykułów.
Możesz włączyć akceptację skryptów w ustawieniach Twojej przeglądarki.
Sprawdź regulamin i politykę prywatności.