Russłan i Russłana urodziły się w nocy z 22 na 23 lutego w stajni Brawura w podpłockim Juryszewie.

Obejrzyjcie zdjęcia

– Byłem właśnie w pracy w Płocku – opowiada Sławomir Gancarz, hodowca, właściciel stajni Brawura i wielki miłośnik koni. – Część stajni, którą nazywamy porodówką, monitorują kamery. Mam z nich podgląd na tablecie. Kilka dni wcześniej straciliśmy źrebaka. Okazało się, że ułożył się bokiem, weterynarzowi udało się go przekręcić w łonie klaczy, ale było już za późno… Kiedy więc zobaczyłem, że Romy jest bliska porodu, pomyślałem tylko: „wytrzymaj 15 minut!”. Wsiadłem w samochód i ruszyłem do domu.

Pan Sławomir po drodze telefonował do weterynarza, ale było już późno i nie mógł się dodzwonić. – Wpadam więc do stajni, widzę, że Romy się męczy, prze, duże rozwarcie, a tu nie widać nawet skraju kopytka – wspomina. – No dobrze, pomyślałem, trzeba działać. Zdezynfekowałem ręce, włożyłem je do środka i szukam źrebaka. Trzęsę się cały, bo choć odebrałem ponad 120 końskich porodów, to tego w życiu nie robiłem. Nagle – mam! Czuję nóżkę. Zaczepiam o nią linkę i szukam drugiej. Znajduję, ale okazuje się, że jest... podwinięta! Kolega mi pomógł, przytrzymał jedną nóżkę, mnie delikatnie udało się odwinąć tę drugą. Zaczepiłem drugą linkę. Wyciągnęliśmy źrebaka.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej